Chodzi o płótno pochodzące z kolekcji znanego muzyka Erica Clapton'a pod tytułem „Abstraktes Bild". Obraz ten w 2001 roku legendarny gitarzysta kupił za nieco ponad 3 mln funtów, co daje niemal dziesięciokrotny wzrost jego wartości. Gdy niedawno inny obraz Richtera z 1982 r. „Świeczka" sprzedano na aukcji w Londynie za prawie 12 mln euro artysta powiedział, że jest to tak samo absurdalne jak kryzys bankowy – niezrozumiałe, groteskowe, nieprzyjemne.
80-letni dziś malarz urodził się w Dreźnie, gdzie zaczął studia na tamtejszej Akademii, tworzył obrazy „po linii" władzy. Z tamtego okresu zachowało się niewiele dzieł, jedne spalił sam Richter zanim w 1961 r. uciekł do Niemiec Zachodnich. Z kolei gigantyczne socrealistyczne murale zamalowali jego niedawni towarzysze, nie mogący wybaczyć mu zdrady. W RFN kontynuował studia na Akademii Sztuki w Düsseldorfie. To wtedy powstają pierwsze dzieła tworzone charakterystyczną „richterowską" metodą. Malarz przerysowuje fotografie i zamazuje nałożone farby, w efekcie obraz sprawia wrażenie poruszonego kadru. To właśnie ten specyficzny sposób pracy przyniósł mu sławę i podziw krytyki. – Tych zdjęć nie traktuje się jako sztuki, ale gdy wprowadzi się je na pole sztuki, zyskują godność i zostają zauważone – tłumaczył swą metodę.
Malował wszystko: portrety, abstrakcje, ale też rolkę papieru toaletowego, jabłka, płonącą świecę, akty. W latach 60. i 70. tworzy szare monochromatyczne płótna, które miały oczyścić obraz z koloru, były polemiką z pop artem. Dla Richtera neutralna szarość była najlepszym kolorem, by wyrazić „nicości", z drugiej jednak strony o tej właśnie serii mówił: – Szare monochromatyczne obrazy były dla mnie jedynym sposobem do przedstawienia obozów koncentracyjnych. Namalowanie nędzy życia było dla mnie niemożliwe, chyba że właśnie w szarości, żeby ją zakryć.
Artysta konsekwentnie zbiera zdjęcia, tworząc archiwum prywatnych i publicznych fotografii: zdjęcia z gazet, fotografie wykonane spontanicznie przez amatorów i zrobione samodzielnie przez artystę. Po raz pierwszy zostały zaprezentowane szerszej publiczności w 1972 roku, a znane są pod nazwą "Atlas".
W 1988 roku powstaje cykl „18 October 1977", zrealizowany na podstawie zdjęć prasowych i dramatycznej historii członków grupy Baader Meinhof , uznawany przez wielu krytyków za punkt zwrotny w karierze Richtera.
Unika medialnego rozgłosu. Nigdy nie dał się namówić na udział w talk-show. Nadal pracuje i codziennie wiele godzin spędza w pracowni. Parę lat temu wpuścić do niej reżyserkę Corrinie Belz z kamerą, która nakręciła wspaniały dokument „Gerhard Richter" dający wgląd w autobiograficzną, polityczną i filozoficzną naturę jego twórczości. Film pokazując znużenie i dylematy samego artysty, który w ostatnich latach maluje głównie wielkoformatowe abstrakcje. Najpierw nakłada parę warstw farby, a następnie „ściąga" je listwą, odsłaniając poszczególne poziomy.
W czasach, kiedy najczęściej mówi się o pożądanym skutku sztuki, Richter zbudował swoją pozycję mówiąc o jej metodzie. Mierzy się z najważniejszymi tematami, jednocześnie pozostaje cynicznym obserwatorem rzeczywistości: praw rynku, politycznych gier, prób obudowania sztuki kolejnymi wykładniami. Cała twórczość mieszkającego w Kolonii artysty to pytanie o rolę sztuki w XXI wieku oraz możliwości ocalenia ekskluzywnego medium jakim jest malarstwo w czasach gwałtownych przemian politycznych i aktywności ruchów społecznych. Richter daje sobie prawo do tworzenia hermetycznych obrazów, których siła społecznego oddziaływania jest ukryta, ujawniająca się w dłuższej perspektywie czasowej. Doceniła to publiczność i rynek. W ostatnim czasie artysta miał wielkie wystawy w londyńskim Tate Modern, berlińskim
Neue Nationalgalerie i paryskim Centre Pompidou. A rynek? Dla niego Richter jest już absolutnym klasykiem, Picassem XXI wieku.