"Rz": Jak przygotowywał się pan do nagrania tej niezwykłej płyty?
Pat Metheny
: Jest tak różna od tego, co robiłem wcześniej, co kiedykolwiek zrobiono w muzyce, że przemyślenia, jak ją zrealizować, zajęły mi dużo czasu. To nie tylko przygotowanie samych instrumentów i mechanizmów, które je poruszają. Najbardziej interesujące było zupełnie nowe podejście do samej muzyki, komponowania i aranżowania specjalnie na orkiestron. Myślałem także, jak zachować moje rozpoznawalne brzmienie.
Zwykle rozpoczyna pan występy swoich zespołów od solowej partii, dlaczego wcześniej nie zdecydował się pan na solowe koncerty?
Nie byłem gotowy. Wielu słuchaczy oczekiwało na moje solowe koncerty. Wiedziałem, ze jeśli się na nie zdecyduję, to musi być coś wyjątkowego. Występy z orkiestronem były wyzwaniem, bałem się efektów, ale przyniosły ogromną satysfakcję. Dałem około stu koncertów, nagrałem podwójny album i poczułem spełnienie.
Orkiestron jest orkiestrą robotów?
To moje instrumenty, same nie robią niczego. Roboty kojarzą się z elektroniką, a to jednak to coś zupełnie innego. A sposób wydobywania dźwięków jest tu o wiele bardziej intrygujący niż w przypadku elektronicznych urządzeń. Odkryłem przy tym alternatywny sposób kreowania muzyki. Z elektroniki korzystam od czterdziestu lat, zagłębiłem się w jej tajniki, pracuję nad udoskonaleniem jej brzmienia. ale stwierdziłem, że akustyczne instrumenty orkiestronu dają ciekawsze i mocniejsze efekty brzmieniowe. To inna paleta barw do malowania muzycznego obrazu.
Pełny tekst wywiadu jutro w "Rzeczpospolitej"