– Kiedy ludzie mówią o Leonardzie, pamiętają o tekstach, a nie wspominają o jego genialnych melodiach, tymczasem muzyka nadaje poezji niebiański charakter i jest jak winda wynosząca ją do poziomu przebojowości – powiedział Bob Dylan, który wraz z Allenem Ginsbergiem zaśpiewał chórki na płycie „Death Of A Ladies' Man" w 1977 roku.
Cohen pożegnał się albumem mrocznym i poruszającym.
W tytułowej kompozycji szepcze: „Hineni, hineni!", słowa z Genesis 22:1 – te same słowa, które wypowiadał Abraham do Boga: „Oto jestem, Panie", oznaczające gotowość na śmierć. „Jestem gotów, mój Panie" dopowiada po angielsku przyciszonym głosem kanadyjski bard. Wspomagał go kantor żydowskiej kongregacji Shaar Hashamayim, która 10 listopada zorganizowała pogrzeb artysty według tradycyjnego rytuału.
Ostatnia płyta jest rozmową z Bogiem, Jezusem, namysłem nad wiarą i niewiarą, zwątpieniem i nadzieją. Testamentem, wyszeptanym resztką sił na wózku inwalidzkim, bo artysta śpiewający, że gra skończona, był ciężko chory. Szeptał: „Wszystko skończone/ i woda, i wino/ Byliśmy załamani, a teraz osiągnęliśmy kres".
W „On The Level" pożegnał pierwszą muzę Marianne Ihlen, która zainspirowała dwie pierwsze płyty Cohena, ballady „So Long Marianne", „Bird On Wire", a zmarła w lipcu.
Cohen urodził się w Montrealu, w rodzinie żydowskich emigrantów z terenów dawnej Rzeczypospolitej i Rosji.
Ojciec Nathan prowadził ekskluzywny krawiecki biznes. Pradziadek Lazarus był nauczycielem w szkole rabinackiej w Wyłkowyszkach na Litwie. W Montrealu został prezesem żydowskiej kongregacji, która skupiała 40 tysięcy kanadyjskich Żydów. Matka Masza miała ojca rabina, dyrektora szkoły talmudycznej w Kownie. Dzięki swoim lingwistycznym publikacjom zyskał przydomek Książę Gramatyków. Przodkowie Cohena założyli żydowski ośrodek kultury i gazetę „Jewish Times".
Pierwszą inspiracją Leonarda były wiersze hiszpańskiego poety Federico Garcii Lorki. W lombardzie kupił akustyczną gitarę, najpierw był samoukiem, a potem korzystał z pomocy nauczyciela flamenco. Nie myślał o tym, by być gwiazdą pop. Pisał bitnikowskie wiersze. Debiutował w 1954 roku.
Na początku lat 60. ruszył w świat. Został członkiem hipisowskiej bohemy na greckiej wyspie Hydra. Wydał tomik „Kwiaty dla Hitlera" (1964), prozę „Piękni przegrani" i autobiograficzną „Ulubioną grę". W Nowym Jorku bywał w Factory Andy'ego Warhola, papieża popartu, który uważał, że Leonard inspirował się odkrytą przez niego niemiecką wokalistką Nico. Leonard chciał być jej kochankiem, ale wolał Morrisona, Dylana i Hendrixa. Kochał się z Janis Joplin w nowojorskim Chelsea Hotel, mekce amerykańskich gwiazd. Romansował z Joni Mitchell.
Gdy „Suzanne", wiersz Cohena, zaśpiewała Judy Collins, gwiazda folk, w jej towarzystwie zadebiutował jako muzyk i wydał płytę „The Songs Of Leonard Cohen" (1967). Sławę przyniosły mu „Famous Blue Raincoat", „Chelsea Hotel", „Sisters Of Mercy", „Dance Me To The End Of Love", „I'm Your Man", „Everybody Knows". Chociaż jego muzyka była kameralna, śpiewał dla 300 tysięcy hipisów podczas Isle of Wight Festival. Jego muzyki użył w westernie „McCabe i pani Miller" Robert Altman. Songi Cohena zabrzmiały w „Urodzonych mordercach" Olivera Stone'a (1994) i zyskał młodych fanów. „Hallelujah" przypomniał genialny Jeff Buckley, w „Shreku" śpiewał tę balladę John Cale. Uwielbiał Leonarda depresyjny Kurt Cobain.
– Dla wielu z nas był najważniejszym autorem – powiedział Nick Cave po śmierci Cohena.
Urodził się we wrześniu 1934 r., trzy miesiące wcześniej od Elvisa Presleya. A jednak w show-biznesie dzieliła ich cała epoka. Skłonny do refleksji, rozpoetyzowany Cohen nigdy nie szedł na całość. Za swoim ulubionym bohaterem Grekiem Zorbą zwykł powtarzać, że „życie jest piękną katastrofą".
Powstałe w latach 80. albumy, na których śpiewał z użyciem syntezatorów – niemal jak na dancingu, prawie do tańca – dla fanów były wielkim zaskoczeniem. Ale utrzymały go na fali popularności.
W najdłuższym związku Cohen pozostawał z Madame Depresją.
– Kiedy o niej mówię, mam na myśli chorobę kliniczną na tle całego życia, bólu i niepokoju, poczucie, że nic nie idzie dobrze, a przyjemności są niedostępne – tłumaczył.
Na początku lat 90. schronił się do klasztoru zen ma Mount Baldy w Los Angeles, żyjąc od tego czasu pod duchowym przywództwem mistrza Kyozan Joshu Sasaki. Kto wie, czy wyszedłby jeszcze na estradę, gdyby nie okradła go ze wszystkich pieniędzy menedżerka. Wtedy pod presją zdecydował się na kilkaset koncertów. Przyniosły 22,5 mln dolarów.
Przez długi czas był najpopularniejszym w Polsce zagranicznym artystą. Rywalizować z nim mogła tylko trashmetalowa Metallica. Kiedy przyjechał do nas w 1985 r., „Partisan" brzmiał jak hymn zakazanej Solidarności.
W Polsce tłumaczyli go Maciej Zembaty, Maciej Karpiński i Daniel Wyszogrodzki.
– Tata odszedł w pokoju ducha, świadomy wartości ostatniej płyty. Pisał do końca z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru – powiedział Adam Cohen, syn.
„Chcesz ciemniej" („You Want It Darker")
Słowa Leonard Cohen, muzyka Patrick Leonard
Jeżeli ty jesteś dilerem
To ja wypadam z gry
Jeżeli jesteś uzdrowicielem
Ja jestem zbolałym kaleką
Jeżeli twoja to chwała
To hańba musi być moja
Chcesz, żeby było ciemniej
Gasimy płomień
Wyniesiony i uświęcony
Świętym Imieniem Jego
Oszkalowany i ukrzyżowany
W człowieczej postaci
Milion świec zapalono
W intencji pomocy, która nie nadeszła
Chcesz, żeby było ciemniej
Gasimy płomień
Hineni Hineni (*)
Jestem gotowy, mój Panie
Są w tej opowieści kochankowie
Ale to nadal ta sama opowieść
Jest kołysanka dla cierpienia
Oraz paradoksalna wina
Ale zapisano ją w Piśmie
I to nie są czcze słowa
Chcesz, żeby było ciemniej
Gasimy płomień
Hineni Hineni
Jestem gotowy, mój Panie
Ustawiają więźniów
A strażnicy biorą ich na cel
Walczyłem z wieloma demonami
Ale były mieszczańskie i oswojone
Nie wiedziałem, że wolno mi
Mordować i okaleczać
Chcesz, żeby było ciemniej
Gasimy płomień
Hineni Hineni
Jestem gotowy, mój Panie
Wyniesiony i uświęcony
Świętym Imieniem Jego
Oszkalowany i ukrzyżowany
W człowieczej postaci
Zapalono milion świec
W intencji miłości, która nie przychodzi Chcesz,
żeby było ciemniej Gasimy płomień
Jeżeli ty jesteś dilerem
To ja wypadam z gry
Jeżeli jesteś uzdrowicielem
Ja jestem zbolałym kaleką
Jeżeli twoja to chwała
To hańba musi być moja
Chcesz, żeby było ciemniej
Gasimy płomień
Hineni Hineni
Jestem gotowy, mój Panie
(*) Hineni [hebr.] – Oto jestem – odpowiedź udzielona przez Abrahama, kiedy Bóg wezwał go do złożenia ofiary z syna Izaaka
Tłumaczył Daniel Wyszogrodzki, autor poetyckiego przekładu „Księgi tęsknoty" („Book of Longing") Cohena oraz spektaklu „Boogie Street" wg wierszy i piosenek Cohena w Teatrze Starym w Lublinie. Obecnie pracuje nad dwujęzyczną edycją przekładów piosenek barda.