„Najczarniejsza z białych kobiet”, jak ją kiedyś nazwano, wydała nową płytę: „Sklejam się”. - Płyta jest zadedykowana tym, którzy są rozbici, którzy nie poradzili sobie w jakimś momencie – mówiła Łobaszewska.
Prowadzący zapytał jak reaguje publiczność na koncertach artystki i zespołu. - Nie było chyba koncertu, na którym by nie klaskano na stojąco i nie proszono o bis – mówiła Łobaszewska. - Jest żywa i fajna muzyka.
- Oczywiście, że gramy na koncertach stare przeboje, jednakże w nowych aranżacjach – mówiła.
Gość programu skrytykowała artystów, którzy robią muzykę tylko dla pieniędzy. - Teraz taka moda jest, żeby się nachapać i już, ale miłość do muzyki przetrwa zawsze – powiedziała Łobaszewska.
Prowadzący wspomniał, że Łobaszewska została kiedyś porównana do Arethy Franklin, która angażowała się politycznie. - Polityka mnie nigdy nie kręciła. Uważam, że muzyka jest czystą formą przekazu, a w polityce trzeba kombinować: komu tu zabrać, komu tu dać – komentowała artystka. - W piosence „Rzym płonie” można zobaczyć, gdzie ja teraz jestem.
Czy Polska to kraj dla jazzu i jazzmanów? - Do tej pory myślałam, że Polska jest krajem dla wszystkich – powiedziała Łobaszewska. Jej zdaniem za dużo w przestrzeni publicznej jest muzyki disco polo. Dodała, że nie ma nic przeciwko temu gatunkowi, ale wskazany jest umiar i miejsce dla innych gatunków. - Na miły Bóg, nie może być w sklepach tylko mortadela, ale też kaszanka.
Artystka komentowała też sytuację w mediach publicznych, radiu i telewizji, w którym muzyki jazzowej jest jak na lekarstwo. - Nie ma muzyki jazzowej, a jeśli jest to o 2 w nocy i raz na sześć miesięcy – powiedziała. Dodała, że w związku z tym nie ma w mediach publicznych nic dla niej.