– Polska powinna stać się kolejnym krajem, który zostanie dopisany do listy „państw nieprzyjaznych" – powiedział wiceprzewodniczący parlamentarnego komitetu spraw zagranicznych Aleksiej Czepa.

Politycy rzucili się do komentowania słów prezydenta, mimo że telewizyjny publicysta Władimir Pozner wzywał, by tego nie robić, gdyż „to poniżej naszej godności".

– W przeddzień szczytu Rosja–USA Warszawa najwyraźniej bardzo się boi, że mogą być podjęte jakieś, choćby najmniejsze, kroki w sprawie normalizacji z tzw. kolektywnym Zachodem w sprawach wspólnego bezpieczeństwa – uważa z kolei szef komitetu spraw zagranicznych Leonid Słuckij.

Nikt też nie zważał na dość wyważoną wypowiedź rzecznika Kremla, który stwierdził, że „bardzo źle odnosimy się do takiej retoryki. Nie podoba nam się".

– Może należałoby ograniczyć kontakty, pomyśleć o sankcjach, by nie czekać, co jeszcze „przyleci od nich". Oraz wyjaśnić prezydentowi Polski, że tak nie wolno mówić o wielkim kraju – ocenił senator Władimir Dżabarow.

Nikt jednak nie cytuje pełnej wypowiedzi prezydenta, ograniczając się do słów „Rosja to nienormalny kraj". – Działania rosyjskie, agresywne, imperialne, które zabierają ludziom możliwości rozwoju, zabierają ludziom normalne życie, doprowadzają do destrukcji państw, do sytuacji wojennej, gdy ludzie giną, są ranni, to są działania, które nie mogą być akceptowane przez wspólnotę międzynarodową – mówił Duda na linii demarkacyjnej oddzielającej Gruzję od Osetii Południowej. - Rosja nie jest normalnym krajem, nie jest państwem, które się normalnie zachowuje. Jest państwem-agresorem.

Sam Władimir Putin w ciągu ostatniego roku kilkakrotnie podważał granice byłych republik radzieckich (mówiąc m.in.: „nie powinny opuszczać ZSRS, taszcząc ze sobą prezenty od rosyjskiego narodu – ziemie rosyjskie") czy określając granice byłego Związku jako „geopolityczne granice Rosji".