Polskim naukowcom, opracowującym nowoczesne technologie do wykrywania skażeń Tafios i Pandora, wczoraj skończyła się umowa z Bumarem. Te systemy są montowane w sprzedawanych do Malezji czołgach.
Europoseł Dariusz Grabowski, który uczestniczył wczoraj w konferencji prasowej w Sejmie pt. „Utrata wiarygodności polskiego sektora zbrojeniowego na rynkach międzynarodowych“, uważa, że może to spowodować wymówienie przez Malezję kontraktu. – Nie dość że nie będzie kontraktu, to jeszcze będzie trzeba płacić kary. Wizerunek Polski mocno ucierpi – podkreśla Grabowski.
Podobnego zdania jest także Wiesław Kaska, prezes Zakładu Badawczo-Innowacyjnego, zrzeszającego naukowców opracowujących systemy Tafios i Pandora. – Nie dokończyliśmy jeszcze naszej pracy, a Bumar nic w tej sprawie nie robi – mówi Kaska.
Dlaczego zakończenie współpracy Bumaru z naukowcami może oznaczać niewywiązanie się z kontraktu? Dokumentacja Tafiosa i Pandory znajduje się bowiem w rękach naukowców, a oni nie chcą przekazać jej Bumarowi. Sprawa ma związek z próbą kradzieży systemów. „Rz” ujawniła, że śledztwo w tej sprawie prowadzi ABW. Agencja bada m. in., czy nie brali w tym udziału pracownicy Bumaru.
Kilka dni temu naukowcy skierowali apel do premiera Donalda Tuska z prośbą o pomoc w rozwiązaniu sprawy. W liście poinformowali także o lekceważeniu problemu przez władze Bumaru.