Reklama
Rozwiń
Reklama

Europoseł Lisek straci immunitet?

Prokuratorzy uważają, że wyprowadzał pieniądze ze stowarzyszenia, by zasilać swoją spółkę

Publikacja: 16.12.2009 00:32

Europoseł Lisek straci immunitet?

Foto: Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński

– 5 listopada prokurator krajowy skierował do przewodniczącego Parlamentu Europejskiego wniosek o uchylenie europosłowi immunitetu – mówi „Rz” Katarzyna Szeska, rzecznik Prokuratury Krajowej. – Jest to związane z zamiarem przedstawienia mu zarzutu popełnienia przestępstwa o charakterze gospodarczym.

Prokuratura Okręgowa w Koszalinie od kilku miesięcy prowadzi śledztwo, w którym bada operacje finansowe między spółką Campus, założoną przez Krzysztofa Liska, a Polskim Stowarzyszeniem Kart Młodzieżowych. Przez kilka lat prezesem obu była jedna i ta sama osoba: Lisek.

Europoseł PO jest jednym z bliskich współpracowników premiera Donalda Tuska. Pochodzi z Iławy, w latach 80. działał w NZS, potem zakładał KLD. Jest członkiem Rady Krajowej i wiceprzewodniczącym Regionu Pomorskiego PO. W 2005 r. został posłem, obecnie zasiada w Parlamencie Europejskim.

[srodtytul]2 miliony złotych[/srodtytul]

Śledczy mają zastrzeżenia do decyzji finansowych, jakie podejmował Lisek jako prezes Campusu i stowarzyszenia. Z ich ustaleń wynika, że aby podreperować będącą w kiepskiej kondycji spółkę, miał przekazywać jej pieniądze stowarzyszenia, m.in. udzielał spółce pożyczek i kupował jej akcje. W ten sposób do spółki miał wyprowadzić nawet 2 mln zł. 

Reklama
Reklama

Lisek założył Campus jeszcze w latach 90. Stowarzyszenie powstało później – w 2002 r.

Spółka mieściła się w Gdańsku. Jej udziałowcami prócz dzisiejszego eurodeputowanego były jeszcze dwie inne osoby i firma z Dublina. Spółka zajmowała się głównie pośrednictwem na rynku turystycznym, m.in. sprzedażą biletów. W 1998 r. Lisek i jego wspólnicy przenieśli firmę do Warszawy, a stamtąd do Iławy – rodzinnego miasta posła.

Tam Lisek ze wspólnikami stworzył zatrudniające blisko 100 osób call center. Interes nie szedł za dobrze. Tylko w 2002 r. firma wypracowała zysk netto. Każdy kolejny rok kończyła stratą. Lisek nie spieszył się jednak ze zgłoszeniem wniosku o upadłość.

Sąd wszczął procedurę dopiero w 2007 r. i rok później ogłosił upadłość spółki. Zostały po niej długi sięgające milionów złotych.

„Rz” ustaliła, że to właśnie syndyk, który prowadził postępowanie upadłościowe, wpadł na trop niejasnych operacji finansowych między spółką a stowarzyszeniem. Badając akta firmy, natknął się m.in. na dwie dziwne umowy. Sąd Rejonowy w Elblągu poinformował o tym prokuraturę.

– 5 czerwca 2007 r. złożyliśmy zawiadomienie do prokuratury w Iławie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Chodziło o umowy pożyczki zawarte między stowarzyszeniem a spółką Campus – przyznaje „Rz” Dorota Zientara, rzecznik elbląskiego sądu.

Reklama
Reklama

Sprawę tajemniczych operacji finansowych badali najpierw śledczy z Iławy, później z Elbląga. Ale dopiero kiedy latem tego roku Edward Zalewski, prokurator krajowy, przekazał akta apelacji szczecińskiej, a ta powierzyła śledztwo Prokuraturze Okręgowej w Koszalinie, sprawa ruszyła.

[srodtytul]Jak zniknął dług[/srodtytul]

„Rz” ustaliła, że wątpliwości śledczych dotyczą kilku działań prezesa. Ich opis jest we wniosku o uchylenie mu immunitetu.

Prokuratorzy przede wszystkim wytykają, że Lisek nie złożył wniosku o upadłość spółki, chociaż była ona praktycznie bankrutem.

– Biegły ustalił, że upadłość spółki należało zgłosić wiosną 2005 r. Już wtedy istniały ku temu podstawy – mówi „Rz” Ryszard Gąsiorowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.

Zamiast tego prezes Campusu sprzedał za 38 tys. zł swoje udziały w spółce Polskiemu Stowarzyszeniu Kart Młodzieżowych. – W praktyce stronami transakcji była jedna i ta sama osoba – mówi rozmówca „Rz” z wymiaru sprawiedliwości.

Reklama
Reklama

Operacji między dwiema instytucjami, którym szefował Lisek, było więcej. W latach 2004 i 2005 stowarzyszenie pożyczyło Campusowi ok. 2 mln zł. Do dziś nie wiadomo, co się stało z tymi pieniędzmi.

Spółka w ciekawy sposób pozbyła się długu. W lipcu 2006 r. zwołano nadzwyczajne zebranie wspólników Campusu. Lisek jako prezes stowarzyszenia zaproponował, że w zamian za należności obejmie ono 28 tys. dodatkowych udziałów w Campusie (wycenione na 2,8 mln zł). Umowę w tej sprawie podpisano jesienią 2006 r.

Efekt operacji? Stowarzyszenie zamiast odzyskać pieniądze, dostało nic niewarte udziały w bankrutującej spółce.

Pół roku później sąd w Elblągu podjął decyzję o przeprowadzeniu postępowania upadłościowego Campusu.

„Rz” dotarła do akt sprawy upadłościowej. Wynika z nich, że Campus praktycznie nie miał majątku, a syndykowi udało się jedynie pokryć należności wobec pracowników spółki. Inni wierzyciele musieli pogodzić się ze stratą.

Reklama
Reklama

– Została zaspokojona tylko pierwsza kategoria wierzycieli, czyli pracownicy, którzy otrzymali wynagrodzenia oraz uregulowany ZUS od tych wynagrodzeń i należności Urzędu Skarbowego – informuje Jacek Zaborowski, syndyk spółki Campus.

Dlaczego stowarzyszenie inwestowało w upadającą spółkę? Czy dlatego, że po obu stronach zasiadała jedna i ta sama osoba? – Tylko prezes Lisek jest kompetentny, by udzielić informacji – usłyszała „Rz” w Polskim Stowarzyszeniu Kart Młodzieżowych.

„Jestem całkowicie przekonany, że postępowanie zakończy się wyjaśnieniem sprawy i potwierdzeniem mojej niewinności” – napisał Lisek we wczorajszym oświadczeniu dla PAP.

Prokuratura potwierdza informacje „Rz”. – Pożyczki od stowarzyszenia nie zostały zaewidencjonowane, a upadłość spółki, jak ustalił biegły, należało zgłosić już wiosną 2005 roku – mówi prokurator Gąsiorowski. 

Dotąd w sprawie są podejrzane cztery osoby, między innymi brat europosła. – Cztery osoby z zarządu spółki usłyszały zarzut niezgłoszenia wniosku o upadłość – dodaje Gąsiorowski. Ma je usłyszeć też Krzysztof Lisek. Z naszych informacji wynika, iż w grę wchodzi nie tylko niezgłoszenie upadłości, ale też m.in. wyrządzenie szkody w mieniu stowarzyszenia.

Reklama
Reklama

Co ciekawe, w zarządzie Polskiego Stowarzyszenia Kart Młodzieżowych zasiada również doradca polityczny premiera Donalda Tuska – Łukasz Broniewski. Wczoraj nie odbierał telefonu.

Stowarzyszenie ma też sympatyków wśród polityków. W 2005 r. o pieniądze dla niego w interpelacji upominał się Sławomir Nowak, obecnie wiceszef Klubu PO. Domagał się wówczas wyjaśnień, dlaczego stowarzyszeniu odmówiono grantu od Polskiej Agencji Rozwoju Przemysłu (wniosek odrzucono z przyczyn formalnych).

Sławomir Nowak pytany dziś, dlaczego upominał się o dotację dla stowarzyszenia, zasłania się niepamięcią. – To musiała być jednostkowa sprawa. Nie pamiętam jej dokładnie – twierdzi.

[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorów

[mail=g.zawadka@rp.pl]g.zawadka@rp.pl[/mail]

Reklama
Reklama

[mail=m.kowalewski@rp.pl]m.kowalewski@rp.pl[/mail][/i]

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Kraj
Dokąd jeździł Rafał Trzaskowski? Zestawienie podróży służbowych prezydenta Warszawy
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Kraj
Pociągi pełne sygnału. PKP Intercity stawia na Internet i wygodę pasażerów
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama