- Ta wizyta była wyjątkowa, rzadko się zdarza, aby w czasach wyborczych dochodziło do spotkań na tak wysokim szczeblu. Zasady uprzejmości przewidują, że życzy się sukcesów swojemu gościowi - tak Dera skomentował wyrażoną przez Trumpa w czasie spotkania z prezydentem Dudą nadzieję, że polski prezydent wygra zbliżające się wybory.
- Gdybyśmy przeprowadzili wybory 10 maja, to wizyta byłaby po wyborach - zauważył jednocześnie Dera wyrażając zdziwienie, że wizytę przedstawia się w kontekście wyborczym.
Na pytanie o powód wizyty w przededniu wyborów, Dera odparł: - Zaproszenie przez największe światowe mocarstwo prezydenta Rzeczpospolitej.
- Reprezentowanie interesów Polski wiąże się z tym, że trzeba wyjeżdżać nawet w czasie kampanii - dodał Dera.
Jednocześnie prezydencki minister podkreślił, że prezydenci Polski i USA umówili się, iż "kiedy znikną obostrzenia związane z podróżami międzynarodowymi to takie spotkanie się odbędzie".
- Dobrze się stało, że prezydent Andrzej Duda poleciał (do USA), to też ogromne wyróżnienie dla naszego kraju, że pierwszym prezydentem przyjętym po przerwie spowodowanej epidemią w USA był prezydent Polski - przekonywał Dera.
Prezydencki minister zapewnił też, że wizyta prezydenta w USA "opłaciła się". Wskazał w tym kontekście na podpisanie deklaracji o strategicznym partnerstwie między Polską a USA, zapowiedź budowy elektrowni atomowej, czy miliardowych inwestycji Microsoftu i Google w Polsce.
- Takich rzeczy nie rozpatruje się w kategoriach wyborczych - podsumował Dera.