Polityków Sojuszu nie zraża to, że ustawa podwyższająca wiek emerytalny została uchwalona i czeka tylko na podpis prezydenta, co oznacza, że wniosek o referendum w tej sprawie jest bezzasadny. Partia Leszka Millera jeszcze do końca tygodnia prowadzi akcję zbierania podpisów w tej sprawie. A w niedzielę ujawni, ile podpisów ostatecznie zebrała.

– Chcemy pokazać, że jak się do czegoś zabieramy, to doprowadzamy to do końca – tłumaczy Krzysztof Gawkowski, sekretarz generalny SLD.

Co partia zamierza zrobić?z podpisami, które nie zostaną wykorzystane do wniesienia wniosku o referendum?

– Zachowamy je jako uzasadnienie, dlaczego chcemy zmienić ustawę – przekonuje Gawkowski. – Bo jeżeli dojdziemy do władzy, to z całą pewnością zmienimy reformę i uzależnimy przechodzenie na emeryturę od przepracowanych lat pracy, a nie od wieku.

Joanna Gepfert, specjalistka od wizerunku, uważa jednak, że Sojusz nie powinien za bardzo chwalić się akcją, która już straciła rację bytu. – Jak się zbiera podpisy, to trzeba to zrobić na czas – mówi. – A jeżeli się to nie udało, lepiej przyznać się do porażki i uzasadnić ją trudnościami obiektywnymi. Próba poszukiwania trzeciego wyjścia jest najgorszym pomysłem, bo zawsze kończy się śmiesznością.

Partia Millera mogłaby sięgnąć po wiarygodną wymówkę w tej sprawie. Podpisy pod własnym wnioskiem o referendum emerytalnym zbierała bowiem „Solidarność" i odniosła sukces: w ciągu niespełna dwóch miesięcy zdobyła prawie dwa miliony podpisów. Sojusz może argumentować, że wyborcy nie chcieli podpisywać się drugi raz pod niemal identycznym wnioskiem.