- Tak bezczelnego złodzieja jeszcze nie mieliśmy. Wykorzystywał on dobre serce pracownic sklepu i apteki, a potem je okradł - mówi nadkom. Sławomir Waleński, rzecznik policji w Miliczu na Dolnym Śląsku.

To do tamtejszej komendy wpłynęły zgłoszenia o niecodziennych kradzieżach. Do apteki i sklepu z alkoholem przyszedł mężczyzna z plastikowym naczyniem. – Raz było to wiadro, raz miska. Prosił kasjerki o nalanie wody, której miał potrzebować do samochodu – opowiada policjant.

Kobiety chciały pomóc, więc brały naczynie i szły na zaplecze, by tam nalać wody. Ta chwila wystarczyła rabusiowi, który wskakiwał za ladę, by z zabrać utarg z kasy.

– Zabierał wszystko co było w kasie i uciekał, a naczynie zostawiał w sklepie – mówi nadkom. Waleński. W sumie złodziej zrabował 1,3 tys. zł.

Okradzione kasjerki powiadomiły policję, która zaczęła szukać przestępcy. – W sklepie z alkoholem był monitoring, który jednak nie nagrał złodzieja. Nasza praca operacyjna pozwoliła go namierzyć i zatrzymać – mówi policjant.

Rabuś to 27-letni recydywista, wielokrotnie zatrzymywany i karany za kradzieże i włamania. Nie ma stałego miejsca zamieszkania. Teraz usłyszał dwa zarzuty kradzieży.

Policja przypuszcza, że może być ich więcej. Będzie to sprawdzać. Mężczyzna już usłyszał zarzut kradzieży. Grozi mu do pięciu lat więzienia.