Małżeństwo Dorota i Zbigniew Sobańscy z Gliwic zaginęło 13 września 2001 roku. Para wyszła z mieszkania i ślad po niej zaginął.

Trzy dni później, pod jednym z centrów handlowych w Gliwicach znaleziono ich opla vetrę. Auto miało wybitą szybę. W środku policjanci znaleźli dwie łopaty i dwie kominiarki.

Śledczy, którzy zajmowali się sprawą brali dwie rzeczy pod uwagę: nagły wyjazd małżeństwa za granicę, albo uprowadzenie z powodu ich długów.

Małżeństwo było zadłużone. Ich długi sięgały ok. 90 tys. zł. – Gotówka potrzebna im była na rozkręcenie biznesu. Para prowadziła bar – opowiada Piotr Żak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.

Za pierwszą z wersji przemawiały zeznania świadków. Małżeństwo przymierzało się do sprzedaży mieszkania, ktoś miał ich widzieć w Neapolu we Włoszech. Jednak włoska policja nigdy tego nie potwierdziła.

Małżonkowie byli cały czas poszukiwani jako zaginieni. Przełom w sprawie nastąpił kilka miesięcy temu, gdy śledczy jeszcze raz sprawdzili zabezpieczone dowody.

Okazało się, że w aucie ujawniono kod DNA, który nie należał do zaginionej pary, a do znanego policji przestępcy Bogdana G.

Dlaczego wyodrębnienie kodu udało się dopiero teraz, a nie wcześniej? – Przez tyle lat zmieniły się techniki badań – tłumaczy jeden z policjantów.

Mundurowi dotarli do G, a później do kolejnych mężczyzn zamieszanych w uprowadzenie i zamordowanie małżeństwa z Gliwic. Udało im się dowiedzieć, że parę zamordowano,a ich ciała pochowane w łabędzkim lesie.

– Przez trzy miesiące szukaliśmy grobu ofiar – opowiada prok. Żak. Odnalezienie ciał okazało się trudnym zadaniem, bo w ciągu 14 lat od zbrodni wygląd i ukształtowanie terenu zupełnie się zmienił.

Policjanci musieli korzystać ze starych map, na których były zaznaczone drogi. Laserowo skanowali teren, robili też odwierty by odnaleźć szczątki.

- Dopiero zastosowanie zaawansowanych technik z pogranicza kryminalistyki i archeologii pozwoliło odnaleźć grób, w którym znajdowały się dwa ciała – mówią śląscy policjanci.

Szczątki dwóch osób, były zakopane w ziemnym grobie, który był przykryty betonowymi płytami.

Ciała zabrano do badań. – Brak obrażeń kości wskazuje, że para mogła być wrzucona do tego grobu jeszcze za życia – mówi jeden ze śledczych.

W tej chwili trwają badania DNA, które ostatecznie potwierdzą tożsamość znalezionych zwłok. – Ale mamy przekonanie graniczące z pewnością, że jest to poszukiwane małżeństwo – dodaje prokurator.

Z ustaleń prokuratury wynika, że małżonków uprowadził Bogdan G. wraz z Tobiaszem W. Obaj mieli ich wozić po mieście samochodem, by nastraszyć i wymusić zwrot pieniędzy.

Takie zlecenie mieli dostać od dwóch swoich znajomych, którzy ostatecznie zabili parę, bo ta nie oddała pieniędzy.

Cała czwórka już usłyszała zarzuty. Czy się przyznała do winy? – Dla dobra śledztwa nie mogę tego ujawnić – mówi prok. Żak.

Nie wiadomo też, czy nie było innych zleceniodawców mordu. Śledczy próbują ustalić od kogo para pożyczyła pieniądze.