W Anglii polityk, który przegrywa wybory, odchodzi z partii, czasem nawet podczas wieczoru wyborczego - mówił Grzegorz Schetyna w "Faktach po Faktach" w TVN24.
Schetyna podkreślił, że nie chce nikogo eliminować, zależy mu jedynie na tym, by wyborami przewodniczącego PO zakończyć przerwany przed rokiem "proces wyborczy" - gdy Ewa Kopacz została mianowana przez Donalda Tuska szefową partii.
Obecny minister spraw zagraniczny zauważył, że Platforma jest "po kilku porażkach" w trudnej sytuacji, a on jest gotów zaangażować się i pomóc w jej odbudowie.
- Jestem do dyspozycji i chcę podjąć wyzwanie, ale to nie jest tak, że ja chcę coś Platformie narzucić - podkreślił.
Pytany o to, jaka byłaby PO pod jego przywództwem, Schetyna stwierdził, że Platforma nie będzie już partią władzy i że chciałby wraz z nią bronić nie tylko dokonań ostatnich 8 lat, ale całego ostatniego ćwierćwiecza.
Choć stwierdził, że powie o sobie, iż jest od kogoś lepszy, przyznał, że Platformie potrzebny jest lider, który poprowadzi ja do zwycięstwa za trzy lata.
- Wszyscy są winni - odpowiedział na pytanie, czy to Ewa Kopacz jest winna porażki PO w wyborach. Komentując kategoryczna wypowiedź Radosława Sikorskiego, który natychmiast po wyborach obarczył premier odpowiedzialnością za porażkę, Schetyna stwierdził, że szanuje takie "spojrzenie polityka typu zachodniego".
- Szanuję takie spojrzenie - powiedział. - W Anglii szef przegranej partii odchodzi natychmiast po wyborach, nawet podczas wieczoru wyborczego. U nas potrzebne są analizy, omówienia, rozliczenia - zauważył Grzegorz Schetyna.