Myśliwy tłumaczył się później, że pomylił labradora z... dzikiem. Do zdarzenia doszło na polach w Luchowie Górnym w gminie Tarnogród w powiecie biłgorajskim. Tam na spacer ze swoim psem wyszła jedna z okolicznych mieszkanek.

W pewnym momencie kobieta usłyszał strzał, a jej labrador padł martwy. Zobaczyła mężczyznę, który strzelał, a zaraz potem odjechał  samochodem.

Właścicielka psa powiadomiła policję, ta szybko namierzyła strzelca. To był 64-letni myśliwy z Tarnogrodu. Został zatrzymany. Był trzeźwy.

- Usłyszał już zarzut zabicia psa. Przyznał się do winy – mówi „Rzeczpospolitej" asp. Milena Wardach, z biłgorajskiej policji. Myśliwy tłumaczył, że strzelił do psa, bo myślał, że to dzik.

Dlaczego nie sprawdził co się stało? – Tłumaczył, że po strzale zwierzę od razu uciekło, więc nie wysiadł z auta, tylko odjechał – opowiada policjantka. Jednak raniony pies od razu padł.

Teraz myśliwemu grozi nie tylko do dwóch lat więzienia, ale też może stracić pozwolenia na broń. Policja już mu ją zabezpieczyła. – Nie było u nas takich przypadków, by myśliwy zastrzelił psa, który spacerował z właścicielem – przyznaje asp. Wardach.