Do dramatycznych wydarzeń doszło ok. godz. 10 w poznańskim Sądzie Apelacyjnym. Rozpatrywał on apelację 36-latka na wyrok sądu niższej instancji w sprawie rozwodu. Sąd Okręgowy uznał bowiem, że do rozwodu doszło z winy mężczyzny.
– Kiedy sąd odrzucił apelację, mężczyzna wyjął butelkę z kieszeni, oblał się zawartym w niej płynem i podpalił. W jednej chwili cały płonął – opowiada „Rzeczpospolitej" Elżbieta Fijałkowska, rzecznik sądu apelacyjnego.
Palący się mężczyzna wybiegł na korytarz. Za nim ruszyła asystentka sędziego i ugasiła pożar gaśnicą.
Na miejscu błyskawicznie pojawiło się pogotowie. Rozwodnik trafił do szpitala. Jest w stanie śpiączki farmakologicznej.
– Na razie nie mamy jeszcze informacji o stanie jego zdrowia – mówi nam insp. Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji.
Przyznaje on, że w poznańskich sądach nie wszyscy petenci poddawani są kontroli bezpieczeństwa. Te są prowadzone wyrywkowo.
– Mężczyzna wniósł butelkę z cieczą łatwopalną w kieszeni w spodniach. Tylko kontrola osobista mogłaby ją wykryć- mówi sędzia Fijałkowska.
Sąd Apelacyjny został zamknięty. – Taką decyzję podjął prezes sądu. W budynku było dużo dymu. Poza tym sędziowie i petenci byli wstrząśnięci tym co widzieli. Muszą ochłonąć – dodaje pani rzecznik.