Na zwłoki dziecka przed południem natknęli się spacerowicze. Od razu wezwali policję. Miejsce zostało zabezpieczone przez mundurowych. Na miejscu pracował też prokurator.
Początkowo funkcjonariusze nie chcieli potwierdzić, czy odnaleziono zaginioną w niedzielę siedmiolatkę. Jednak po południu nie mieli wątpliwości, że to Nikola.
Dziewczynka wraz z ojcem i bratem w niedzielne popołudnie weszła do morza w Ustce mimo zakazu kąpieli z powodu wysokich fal.
Nikola bawiła się w wodzie, a jej tata trzymał syna na ręku. Mężczyzna odwrócił się na chwilę i wtedy stracił córkę z oczu.
Od razu wszczęto akcję poszukiwawczą. W niedzielę prowadzono ją do godzin wieczornych. Wznowiono ją w poniedziałek i wtorek, ale bez rezultatu.
Choć służby ratunkowe mówiły już wtedy, że szukają ciała, rodzice wierzyli do końca, że córka żyje. – Skoro nie znaleziono jej w morzu, to jest szansa – mówili wieszając plakaty dziecka w całej Ustce.
W środę akcja poszukiwawcza z powodu złych warunków pogodowych była prowadzona już tylko z lądu. Dziś znaleziono ciało dziecka.
Prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka. Śledczy przesłuchują świadków zdarzenia, zapowiadają, że zlecą sekcję zwłok dziewczynki.
Niemal identyczna historia wydarzyła się w niedzielę w Łebie. Tam mimo czerwonych flag i ostrzeżeń ratowników do morza wszedł ojciec z dwójką dzieci.
Mężczyznę i chłopaka uratowali WOPR-owcy, a 11-letnią dziewczynkę porwały fale. Morze zwróciło jej ciało w poniedziałek.
W tej sprawie prokuratura też wszczęła śledztwo dotyczące nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka. Na razie nikt nie usłyszał zarzutów.