– To jest dobra platforma do rozmów. Politycy naszych krajów są zmuszani do spotykania się i rozmawiania, no i rozwiązywania problemów – mówi „Rzeczpospolitej" czeski ekspert Martin Ehl.

„Przedstawić piękno porządku politycznego i społecznego opartego na chrześcijańskich naukach społecznych oraz jego konkurencyjność" – tak jednak na 30-lecie Grupy określił rolę Węgier w Europie oraz w samym Wyszehradzie premier Viktor Orbán. W trakcie zaś samych uroczystości w Krakowie węgierska minister sprawiedliwości Judit Varga powiedziała, że „Grupa Wyszehradzka stworzyła w ostatnich latach alternatywę dla utopii Stanów Zjednoczonych Europy".

Jednak Praga i Bratysława odnoszą się z dystansem do węgierskich oświadczeń. Sytuację komplikuje fakt, że latem Budapeszt obejmie rotacyjne przewodnictwo w Grupie, zwanej w skrócie V4. W słowackiej i czeskiej stolicy już obecnie uważają, że „Wyszehrad zdominowany jest przez Węgry", mimo że to Polska jej przewodniczy. Dlatego właśnie nasz kraj był gospodarzem rocznicowego szczytu na Wawelu.

– Głównym obszarem praktycznej współpracy V4 jest wpływanie na kształt agendy europejskiej – mówił jeszcze przed spotkaniem wiceszef polskiego MSZ Szymon Szynkowski vel Sęk. Jednak na wcześniejszym szczycie szefów państw Grupy prezydent Czech Miloš Zeman przestrzegał, że Wyszehrad „nie jest mechanizmem chroniącym państwa członkowskie Grupy przed wypełnianiem niektórych decyzji Unii Europejskiej". Tyle że swój największy sukces w ostatnich latach V4 odniosła, wspólnie przeciwstawiając się otwarciu unijnych granic dla imigrantów i kwotowemu systemowi ich rozdziału.

Ale sprzeciw zgłoszony pod koniec ubiegłego roku przez Budapeszt i Warszawę wobec unijnego budżetu nie spotkał się już ze zrozumieniem dwóch pozostałych państw.

– Według badań socjologicznych dla naszej gazety „Standart" tylko jedna czwarta Słowaków was poparła. Kolejna jedna czwarta opowiedziała się po stronie Unii, bo Polska i Węgry łamią prawo, a połowa albo zajęła postawę neutralną, albo nic o tym nie wiedziała – powiedział „Rzeczpospolitej" słowacki publicysta Jaroslav Daniška.

W Pradze i Bratysławie wskazują, że po kryzysie imigracyjnym V4 jest „kojarzona z grupą krajów niechętnych współpracy z Europą".

Obecnie lekko dystansują się od niej i słowacka prezydent Zuzana Čaputová, i słowacki minister spraw zagranicznych Ivan Korčok. Ten ostatni zastrzegł nawet, że „Grupa nie powinna być projektem politycznym". – Żadna partia nie wspomina w swym programie o V4, to indywidualne decyzje polityków – podkreśla Daniška.

Mimo różnic i różnego zaawansowania europejskiej integracji (Słowacja jako jedyny kraj V4 ma euro) Wyszehrad żyje i działa. „Współpraca jest raczej sporadyczna niż strategiczna i oparta na krótkoterminowych celach politycznych" – podsumowało Radio Praha. – Ten projekt nie jest martwy – zapewnia Ehl.