A jej sąsiedzi boją się, że skoro zabiła już raz, może zrobić to po raz kolejny.

Jechali do sarny, znaleźli człowieka

Podebłocie - to mała wieś w gminie Trojanów w powiecie garwolińskim. Ponad dwa lata temu policjanci dostali zgłoszenie o potrąconej w tej wsi sarnie.

Jednak na miejscu patrol znajduje też inne zwłoki.  W przydrożnym rowie ujawniono ciało 62-letniego mężczyzny, emerytowanego kolejarza.

Na jego ciele znajdowała się rana cięta oraz rany kłute w okolicy tułowia: szyi i klatki piersiowej.

Nie minęła nawet doba, gdy w Radomiu w ręce policjantów z komendy powiatowej w Garwolinie i z Komendy Wojewódzkiej wpadała 18-letnia Luiza K., mieszkanka tej samej wsi, co ofiara.

Tuż po dokonaniu zbrodni dziewczyna próbowała uciec. Policja zatrzymała ją w Radomiu, gdzie próbowała skontaktować się z przyjaciółką.

Młoda kobieta, (trzy dni przed zbrodnią skończyła 18 lat) chciała też zatrzeć ślady: ukryła nóż i zakrwawione ubranie. Śledczy znaleźli je w miejscu wskazanym przez Luizę K., na drodze dojazdowej do miejsca odkrycia ciała ofiary.

Technicy w laboratorium kryminalistycznym potwierdzili, że było to narzędzie zbrodni, którym został zamordowany 62-latek.

Sekcja zwłok ofiary wykazała, że nastolatka zadała emerytowanemu kolejarzowi cztery ciosy w głowę - dwa powierzchowne w policzek i dwa, które przebiły kości sklepienia czaszki; dwa ciosy w szyję, które spowodowały uszkodzenia mięśni, gardła i żyły szyjnej; cios w klatkę piersiową, który doprowadził do przecięcia żyły głównej, cios w brzuch, który doprowadził do uszkodzenia wątroby oraz dwa ciosy w przedramię. Obrażenia spowodowały śmierć mężczyzny na miejscu.

Luiza K. została tymczasowo aresztowana pod zarzutem zabójstwa. - Nie przyznała się do popełnienia zarzucanego jej czynu i złożyła obszerne wyjaśnienia – opowiadał kilka dni po zbrodni Artur Kaznowski z Prokuratury Rejonowej w Garwolinie.

Działała w sekcie?

Kobieta przyznała, że nie pamięta, co się wydarzyło. Motywy zbrodni nie były znane. Śledczy nie ujawniali treści wyjaśnień, złożonych przez Luizę K.

Jednym z wątków śledztwa były okultystyczne zainteresowania dziewczyny. Jej profil na portalu społecznościowym epatował śmiercią.

Problemy z nastolatką pojawiły się już kilka lat temu. Kradła figurki z kapliczki, a ze szkoły zabrała Pismo Święte, by je podeptać, zniszczyć, spalić. Dopuściła się profanacji na cmentarzu.

Ostatecznie stanęło na motywie rabunkowym. Zdaniem śledczych młoda kobieta napadła na bezbronnego człowieka, żeby mu ukraść kurtkę i portfel.

W czasie postępowania prokuratorskiego Luiza K. była na obserwacji sądowo-psychiatrycznej w Pruszkowie. Nie wykazała ona, że kobieta była niepoczytalna.

Z nożem do baru

Pod koniec 2016 roku prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Luizie K. W sądzie kobieta przyznała się do zabójstwa.

Powiedziała, że w dniu, kiedy dokonała zbrodni spotkała się u siebie w domu z kolegą z Otwocka Krzysztofem M. Wypili butelkę rumu, a także bimber.

Później oboje poszli do miejscowego baru. Kobieta zabrała ze sobą nóż. Tam zamówili pizzę i piwo. W barze Luizie K. „urwał się film".

- Po raz pierwszy w życiu czułam się tak mocno pijana – mówiła w sądzie. Pijaną parę wyproszono z baru.

Kobieta odprowadziła znajomego na pociąg. Ze składu wysiadł jej ojciec, który zdenerwował się widząc pijaną córkę. Wyzywał ją na stacji i szarpał. Kiedy Krzysztof M. odjechał, Luiza K. postanowiła wrócić do domu.

- Gdy szłam w ciemnościach, ktoś mnie napadł. Napastnik na mnie siedział, dusił. Krzyczałam i płakałam, próbowałam wyrwać się i uciec. Bałam się, że zostanę zgwałcona. Wpadłam w histerię i w pewnym momencie w moich rękach znalazł się nóż. Machałam nim na oślep – opowiadała w sądzie.

Jej relację obszernie cytowało lokalne „Życie Siedleckie”. Kilka dni po zabójstwie dokonanym przez Luizę K. Krzysztof M. popełnił samobójstwo. - Może czuł się winny tego zajścia. Gdyby on wtedy nie przyjechał, to wszystko nie miałoby miejsca. Nie piłabym alkoholu, nie zażywałabym tabletek - mówiła przed sądem Luiza K.

Areszt uchylony

Proces w sprawie tej zbrodni jeszcze się nie zakończył. A na początku lutego Luiza K. wyszła z aresztu. Dlaczego? Jak tłumaczyła portalowi egarwolin.pl rzecznik Sądu Okręgowego w Siedlcach Grażyna Orzechowska, areszt tymczasowy do wyroku może trwać najdłużej dwa lata.

- W przypadku Luizy K. ten okres prawie minął, a wyrok nie zapadł. W związku z tym, Sąd Okręgowy w Siedlcach zwrócił się do Sądu Apelacyjnego w Lublinie z wnioskiem o przedłużenie aresztu do 7 maja 2018 roku, ale Sąd Apelacyjny tego wniosku nie uwzględnił - tłumaczyła.

Zażalenie na to postanowienie sądu złożył prokurator. Nie zostało ono jednak uwzględnione. We wtorek 6 lutego Luiza K. została zwolniona.

- Decyzja o zwolnieniu Luizy K. została podjęta zgodnie z przepisami, ponieważ nie było przesłanek ku przedłużaniu aresztu – tłumaczyła sędzia Orzechowska.

Dodała, że występują one, jeśli dochodzi do zawieszenia postępowania karnego, są wykonywane czynności zmierzające do ustalenia lub potwierdzenia tożsamości oskarżonego, sprawa jest uznana za szczególnie zawiłą lub toczy się poza granicami kraju lub dochodzi do celowego przewlekania postępowania przez oskarżonego.

Sąd uznał, że w tej sprawie takich przesłanek nie było. Postępowanie nie jest zawieszone, a oskarżona jest znana.

Zdaniem sądu ta sprawa nie jest szczególnie zawiła, a postępowanie nie wydłużyło się przez oskarżoną, a z powodu długotrwałej choroby biegłego i powoływania nowego zespołu biegłych psychiatrów.

Strach wśród sąsiadów

Dziś w siedleckim sądzie miała odbyć się kolejna rozprawa, ale została odroczona, bo oskarżona się na nią nie stawiła.

Sąsiedzi Luizy K. obawiają się, czy kobieta nie dopuści się kolejnej zbrodni. - Co będzie dalej? Nikt nie wie. Jestem tym zniesmaczony, tak delikatnie mówiąc. A jak ktoś następny się trafi? Skórka gęsia mi na plecach chodzi. Wolałbym jej nie spotkać – mówi jeden z mieszkańców Podebłocia portalowi egarwolin.pl

- Ludzie codziennie mijają miejsce brutalnej zbrodni i nie rozumieją dlaczego dziewczyna, która zabiła, wyszła na wolność – mówi kolejny. – To wina polskich ustawodawców. W Norwegii wyroki zapadają szybko – dodał.

Jedna z kobiet mieszkających w tej wsi uważa, że to niesprawiedliwe, że wypuszczono Luizę. - Czy była poczytalna czy niepoczytalna, to ja bym jej nie wypuściła. Powinna chociaż być w psychiatryku. Zabiła człowieka. To jest morderstwo – tłumaczy.

Dodaje, że dużo osób uważa, że to nie fair. - Nawet jeśli jest na wolności, to powinna mieć opaskę na nodze, areszt domowy – uważa kobieta.

Następna rozprawa w sprawie zabójstwa w Podebłociu już w marcu.