- Nie wiem czy marzyliśmy o wprowadzeniu tam demokracji. Błędem moim zdaniem było co innego: w Afganistanie mieliśmy operację NATO w związku z atakiem terrorystycznym na Nowy Jork. To pierwsza operacja z artykułu 5 NATO, dlatego, że rozkaz do ataku na Nowy Jork padł z Afganistanu, z baz Osamy bin Ladena. Nasz interes w Afganistanie - ten prawdziwy - był ograniczony i negatywny - przypominał Sikorski.

- Sporo osiągnięto. Afganistan ma dzisiaj - gigantycznym kosztem - jaką taką infrastrukturę. Zbudowano drogi, mosty, 6 mln dziewcząt w szkołach po raz pierwszy w historii tego kraju. Pytanie jak talibowie to potraktują, czy część tych zdobyczy uznają, czy powrócą do tego co było 20 lat temu - dodał były szef MSZ.

- Pisałem o tym, że USA zawsze biorą pod uwagę swoje interesy globalne, mają skomplikowaną politykę, mogą z dnia na dzień zmienić politykę. Poleganie przez kraje na drugim końcu świata tylko na USA, czasami się źle dla nich kończy - podkreślił.

- Uważam, że wycofanie wojsk amerykańskich z Afganistanu w takiej formie to błąd. Amerykanie mieli w Afganistanie już tylko 3 tysiące żołnierzy i przez ostatnie dwa lata nie stracili ani jednego żołnierza. Amerykanie są wojskowo obecni w połowie krajów świata - dlaczego więc akurat w Afganistanie mają być "na zero"? - zastanawiał się.

- Pamiętajmy, że tę decyzję (o wycofaniu z Afganistanu - red.) podjęła poprzednia administracja, administracja Donalda Trumpa. Biden mógł ja zmienić, ale nie zmienił. Uważam, że sposób wycofania jest niefortunny. Ja osobiście, miesiąc temu podczas wizyty w USA doradzałem Amerykanom, żeby zatrzymali sobie jedną z baz - jako element stabilizujący, element szachowania strategicznego talibów - podkreślił Sikorski.

Były szef MSZ przypomniał też, że decyzją z 2014 roku zamknął ambasadę w Kabulu "dzięki czemu nie musimy się dziś martwić jej ewakuacją".

W niedzielę talibowie zajęli Kabul i ogłosili zakończenie konfliktu w Afganistanie. Obecnie trwa ewakuacja obywateli państw Zachodu z tego kraju.