Nowe listy refundacyjne ukazały się trzy dni temu. Ministerstwo Zdrowia od razu zapowiedziało, że przedłuży termin ich wejścia w życie: z 1 na 16 grudnia. Taka informacja widniała przez kilka dni na stronie internetowej resortu.

Dziś po południu okazało się, że przedłużenia jednak nie będzie. Wbrew zapowiedziom zmiana terminu nie została opublikowana w Dzienniku Ustaw. – Właśnie się o tym dowiedziałam, andrzejki spędzam w pracy, bo na wprowadzenie zmian dostaliśmy zaledwie parę godzin – denerwowała się Marta Danek, farmaceutka z Krakowa.

– Takiego bałaganu już dawno nie było. Gdyby nikt nam nie zapowiedział, że termin będzie przesunięty, zdążylibyśmy wprowadzić zmiany. Ale obiecano nam dwa dodatkowe tygodnie, a potem resort z niezrozumiałych powodów z tej obietnicy się wycofał – dodaje Grzegorz Kasprowicz, farmaceuta z Warszawy.

Aptekarze dowiadywali się o tym, że przesunięcia terminu nie będzie, pocztą pantoflową albo od swojego samorządu zawodowego. Ten opublikował informację na swojej stronie internetowej na podstawie rozmów z wiceministrem zdrowia Krzysztofem Grzegorkiem i szefem departamentu leków Arturem Fałkiem. Po południu na kilkadziesiąt minut informacja, że nowe listy refundacyjne obowiązują jednak od 1 grudnia, pojawiła się na stronie internetowej ministerstwa. Potem, niespodziewanie, zniknęła.

Co to zamieszanie oznacza dla pacjentów?

– Mam nadzieję, że do wszystkich aptekarzy zdąży dotrzeć wiadomość, że listy refundacyjne jednak się zmieniają. Jeśli tak się nie stanie, chorzy w weekend mogą mieć problem z kupieniem leków refundowanych – mówi Kasprowicz.