Czwartkowa wypowiedź wicemarszałka Sejmu Stefana Niesiołowskiego (PO), który stwierdził, że mord w Katyniu nie był ludobójstwem, zaogniła spór o uchwałę upamiętniającą wkroczenie wojsk sowieckich do Polski 17 września 1939 r., wywołała polityczną burzę.
Również wczorajsze spotkanie przedstawicieli wszystkich klubów nie przyniosło rezultatu. Politycy mieli debatować nad kompromisową – trzecią – propozycją uchwały przygotowaną przez Niesiołowskiego. Pierwszą, ostrą w wymowie, napisali posłowie PiS, drugą, łagodniejszą w treści, opracował marszałek Sejmu Bronisław Komorowski.
– Trzy kluby porozumiały się co do jej treści, ale PiS upiera się przy swojej wersji – mówi Niesiołowski.
Propozycja wicemarszałka nie zawierała ważnego dla PiS zapisu, że w Katyniu doszło do ludobójstwa.
– Marszałek Niesiołowski nie wyraził na to zgody – relacjonuje Mariusz Błaszczak, który z ramienia PiS uczestniczył w rozmowach. Tymczasem nomenklatura jest istotna. – Jest ogromna różnica prawna między ludobójstwem a innymi zbrodniami. Morderstwa się przedawniają, ludobójstwo nie – tłumaczy Błaszczak.
Ale nie projekt uchwały, lecz słowa Niesiołowskiego podgrzały temperaturę sporu.
– Niesiołowski przekroczył wszelkie granice nielojalności narodowej – oburzał się szef PiS Jarosław Kaczyński. A Ludwik Dorn, poseł niezrzeszony, przypomina, że IPN już w 2004 r. określił zbrodnię w Katyniu mianem ludobójstwa. Mało tego, nawet sam Niesiołowski był jednym z inicjatorów uchwały Senatu (w 2007 r.), która też określała tym mianem Katyń. – Ta wypowiedź zasługuje na dymisję – podkreśla Dorn.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Dlaczego Niesiołowski nie chce przystać na sporne słowo? – Zadecydowały o tym kluby. Ja w tej sprawie byłem tylko notariuszem – ucina wicemarszałek.
– Kompromisowy projekt oddycha pomysłami PiS. Dziwię się, że szuka on jeszcze czegoś więcej. Gdy patrzę na to, co się dzieje wokół tej sprawy, zastanawiam się, czy tu rzeczywiście chodzi o pamięć czy jednak o jakąś politykę – mówi Jerzy Wenderlich z SLD.
W nieoficjalnych rozmowach politycy PiS twierdzą, że w całym sporze Platformie chodzi o to, by uchwały w sprawie 17 września nie przyjąć na czas. A winę za to zrzucić na upór PiS.
Z kolei posłowie PO tłumaczą, że nie chcą ostrymi słowami zadrażniać stosunków z Rosją.
– Dla rosyjskich władz już samo mówienie o 17 września jest czynnikiem drażniącym. Uważają bowiem, że krew ich żołnierzy odkupiła wszystkie winy – mówi „Rz” prof. Włodzimierz Marciniak, sowietolog z UW.
W tej sytuacji dwa zgłoszone wcześniej w Sejmie projekty prawdopodobnie trafią pod obrady komisji.
[ramka]Dla rosyjskich władz już samo mówienie o 17 września jest czynnikiem drażniącym
prof. Włodzimierz Marciniak, sowietolog z Uniwersytetu Warszawskiego [/ramka]