Marek P., były funkcjonariusz SB oraz pełnomocnik parafii i zakonów przed Komisją Majątkową, prawie dwa miesiące temu przesłał do prokuratury zawiadomienie o rzekomych groźbach kierowanych pod jego adresem przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Jak napisał, mieli oni też namawiać go do obciążenia konkretnych osób zasiadających w Komisji Majątkowej. Prokuratura Okręgowa w Częstochowie zdecydowała się wszcząć w tej sprawie śledztwo.
Marek P. jest w areszcie. Pod koniec września został zatrzymany przez CBA. Ciążą na nim cztery zarzuty oszustw na łączną kwotę 10 mln zł i korumpowania członka komisji. Z jego pełnomocnikami nie udało nam się skontaktować.
Według biura zawiadomienie skierowane przez Marka P. zawiera nieprawdę. – Postępowanie prowadzone w CBA nie potwierdziło wysuwanych przez niego zarzutów – mówi „Rz” Jacek Dobrzyński, rzecznik służby. Dlatego w piątek szef CBA Paweł Wojtunik powiadomił prokuraturę o składaniu przez Marka P. fałszywych zeznań oraz kierowaniu fałszywych oskarżeń o popełnieniu przestępstwa przez funkcjonariuszy.
Dobrzyński przyznaje, że biuro jest zasypywane skargami na działania swoich funkcjonariuszy. Piszą je różne instytucje, do których o pomoc zwracał się Marek P.
– Nie ulegniemy żadnym naciskom i nie odpuścimy sprawy. Dalej będziemy prowadzili działania w sprawie Komisji Majątkowej – podkreśla rzecznik.
O okolicznościach zawiadomienia złożonego przez Marka P. „Rz” pisała na początku listopada. Nasi rozmówcy wskazywali, że może to być forma wywarcia presji na niektóre osoby.
– Dla nas to ewidentny sygnał, że Marek P. szuka wsparcia w kolegach z Kościoła. Wypuszcza wiadomość: „mogę zacząć mówić, pomóżcie” – mówiła „Rz” osoba zbliżona do Komisji Majątkowej. Inna dodawała: – P. jest już w tym wieku, że wielomiesięczny areszt może go zmiękczyć.