Reklama

Domagalski: Dlaczego Kaczyńska miałaby nie kandydować?

Kiedyś raziły mnie zwyczaje z dalekich krajów, kiedy w rolę tragicznie zmarłego przywódcy wchodziła żona, córka czy syn. Teraz, gdy Polskę spotkała podobna tragedia (cały czas nie ma pewności czy był to tylko przypadek) widzę pewien sens w takiej kontynuacji.

Publikacja: 21.02.2011 09:42

Marek Domagalski

Marek Domagalski

Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

Jest to znak dla tych, którzy mogliby odnieść z tragedii polityczną korzyść, że to nie koniec, że w miejsce utraconego polityka, wchodzi ktoś mu bliski, ktoś do niego podobny.

Dlaczego sugestia, że Marta Kaczyńska mogłaby wystartować w wyborach do Sejmu, która tak mocno ożywiły niedzielne polityczne salony, w poniedziałkowej prasie spotyka się ze zdawkowymi notkami, ironią, czy – jak w „Gazecie Wyborczej” – przemilczeniem? Sądzę, że prasa nie ma na to jeszcze odpowiedzi, a czuje, że Kaczyńska nie jest po prostu jeszcze jedną celebrytką.

„Rzeczpospolita” i „Dziennik.pl” relacjonują pyskówkę z zarzucaniem sobie chamstwa na antenie Radia ZET, między europosłem Markiem Siwicem (SLD) a Mariuszem Błaszczakiem z PiS. Emocje wzbudziła ewentualność kandydowania Kaczyńskiej z list PiS.

„Super Express”, który sporo miejsca poświęca spekulacjom, dlaczego Zbigniew Hołdys porzucił pisanie felietonów dla „Wprost” (ponoć Tomasz Lis, naczelny tygodnika, miał mu ocenzurować tekst), o Marcie Kaczyńskiej drukuje jedno zdanie czytelnika: „Z jakiej paki „jedynka”? Czy aż tak bardzo sobie zasłużyła? To, że byłą córką Lecha Kaczyńskiego, to trochę za mało. To nie monarchia”.

Nie chcę z tym zbytnio polemizować: to prawda, nie monarchia, ale Wałęsa nie jest królem a syna ma w parlamencie, a Kaczyńska mogłaby też startować z dalszego miejsca, choćby z ostatniego.

Reklama
Reklama

„Fakt” pisze więcej, ale koncentruje się (dość złośliwie) na mężu Marty, na jego zarobkach i wystawnym życiu, ale lojalnie nazywa go „samozwańczym” bratankiem Jarosława Kaczyńskiego, i podaje, że „PiS się go wstydzi, a prezes ostentacyjnie ignoruje”. „F” cytuje też „specjalistę od politycznych sztuczek” Eryka Mistewicza: – „napatrzył się na Kazimierza Marcinkiewicza, wczesnego Janusza Palikota i bardzo wczesną Nelli Rokitę, czyli te osoby, które wiedzą, jak wykorzystać media”.

No dobrze, ale to pan Dubieniecki, tematem jest zaś Marta Kaczyńska. W tej kwestii zabrał oczywiście głos (w TVN 24) rzeczony Kazimierz Marcinkiewicz. Same niestety banały: – „To, że ktoś jest dzieckiem prezydenta, nie oznacza, że ma kwalifikacje do bycia politykiem. Na pewno jest znana, może będzie chciała to wykorzystać. Takich osób jest wiele. Jest osobą sympatyczną, lubianą...”.

Ciekawe czy takiego chłodu emocjonalnego nauczył się Marcinkiewicz na Wyspach? Czy tamtejszym paniom też prawi takie powściągliwe kawałki? To smutne, że nie pamięta jak godnie Marta Kaczyńska znosiła na oczach niemal całego świata niewyrażony ból w dniach po katastrofie.

To jest kapitał Kaczyńskiej, to jest też kapitał Polski. Dlaczego go nie wykorzystać? Nie znalazłem w poniedziałkowej prasie na to odpowiedzi.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Warszawa
Rekordowa transakcja w Warszawie. 26 mln zł za trzy apartamenty przy Anielewicza
Kraj
Znieważyli policjantów, a teraz ich przepraszają
Kraj
Odwilż opanuje Polskę. Możliwe wzrosty poziomu wód
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama