Bardzo starannie zapoznałem się dokumentami sprawy.
W przypadku posłanki Beaty Sawickiej CBA nie przekroczyło uprawnień. Mariusz Kamiński nie wywierał nielegalnych nacisków na podległych funkcjonariuszy. To samo wcześniej stwierdziła prokuratura, więc szkoda czasu komisji, by tę sprawę badać – mówi „Rz" Andrzej Czuma (PO), szef komisji naciskowej.
Innego zdania są posłowie PiS i SLD. Marzena Wróbel (PiS) uważa, że komisja powinna zająć się wątkiem, by opinia publiczna mogła ocenić, czy ataki na CBA sprzed czterech lat były zasadne. – PO boi się przypomnienia nagonki na CBA i Mariusza Kamińskiego, przypomnienia nagrań z parku i łez posłanki Sawickiej, bo ta wiedza przed wyborami jest dla polityków tej partii niewygodna – mówi „Rz".
Mimo to wczoraj komisja w głosowaniu przyjęła, że nie zajmie się tą sprawą – za byli posłowie PO, przeciw PiS i SLD.
Beatę Sawicką CBA zatrzymało w październiku 2007 r., gdy przyjmowała – jak wynika z aktu oskarżenia – łapówkę za ustawienie przetargu na zakup atrakcyjnej działki na Helu.
Proces jej i burmistrza Helu Mirosława Wądołowskiego ruszył przed warszawskim sądem w październiku 2009 r. Sawicką prokuratura oskarżyła o przyjęcie 100 tys. zł łapówki, podżeganie i nakłanianie do korupcji i płatnej protekcji oraz powoływanie się na wpływy w organach władzy. Samorządowca – o przyjęcie 150 tys. zł łapówki. Wyrok jeszcze nie zapadł.
W akcję zaangażowany był słynny agent Tomek. Sawicka twierdziła, że została przez niego uwiedziona, że prowokował ją do zachowań zakwalifikowanych potem jako korupcyjne. Prokuratura tę wersję uznała za niewiarygodną. Po wybuchu afery Sawicką wyrzucono z partii.
Jej obrońcy od początku sugerowali, że zdobyte w trakcie akcji CBA dowody były nielegalne. „Nie można nakłaniać do popełniania przestępstwa, sięgając po argumenty osobiste, a nawet uczuciowe" – twierdzili. Dziś Czuma przyznaje „Rz", że posłanka wtedy mijała się z prawdą. – Sawicka szukała amatorów na tę działkę dużo wcześniej, nim poznała agenta Tomka i nim CBA wkroczyło do akcji – mówi.
CBA od początku twierdziło, że miało podstawy uruchomić akcję. Zainteresowało się Sawicką po tym, gdy w pierwszej połowie 2007 r. – jak ustaliło CBA – szukała biznesmenów zainteresowanych inwestycjami na Helu. Po uzyskaniu informacji o poczynaniach posłanki biuro zaczęło operację „kontrolowanego wręczenia łapówki".
Legalność działań CBA wobec Sawickiej badała w oddzielnym śledztwie Prokuratura Okręgowa w Lublinie. Wiosną 2010 r. postępowanie umorzyła, uznając, że prowokacja CBA była legalna.