Artur Ligęska, trener personalny i menedżer zarządzający fitness klubami, w maju 2018 roku został aresztowany pod zarzutem posiadania i zażywania amfetaminy.

Proces odbył się na początku roku. 28 stycznia Ligęska usłyszał wyrok dożywocia.

Polak nie przyznawał się do winy, w procesie nie powołano żadnych świadków, w we krwi Ligęski nie stwierdzono narkotyków.

W pomoc dla mężczyzny zaangażowali się jego przyjaciele i rodzina, którzy zbierali pieniądze na adwokata w ZEA, oraz Rzecznik Praw Obywatelskich.

Ligęsce pomógł także przebywający w tym samym więzieniu Nigeryjczyk, który po wyjściu na wolność skontaktował się z rodziną Polaka.

W poniedziałek organizacja Detained in Dubai, zajmująca się głównie pomocą dla zatrzymanych w ZEA cudzoziemców, poinformował, że Artur Ligęska wyszedł na wolność.

Nad sprawą Polaka pracowali m.in. prawnicy z "Detained i Dubai - spółki z siedzibą w Londynie, którą założyła w 2008 roku adwokatka Radha Stirling.

Stirling mówi portalowi mynewdesk.com, że w sprawie Ligęski decydujące było poparcie polskich urzędników konsularnych, którzy kanałami dyplomatycznymi kontaktowali się z władcą Abu Dabi, szejkiem Mohammedem bin Zayedem. Dzięki jego interwencji zarzuty wobec Polaka zostały oddalone.

- Dziękuję polskiemu rządowi za wsparcie, to właśnie jego presja doprowadziła do interwencji szejka w mojej sprawie - mówił Ligęska, który jest już bezpieczny w Polsce.