Z rannym skontaktowali się przedstawiciele wojskowej służby zdrowia. Lekarz wystawił mu już zaświadczenie pozwalające na przyznanie sprzętu medycznego. Zaakceptował to oddział NFZ w Zamościu.
– W tym tygodniu mam się udać do sklepu ortopedycznego, żeby zamówić odpowiedni sprzęt. Mam nadzieję, że na początku kwietnia osiągnę cel – napisał do nas żołnierz.
Z naszą redakcją skontaktował się też pan Piotr z Olsztyna, który był gotowy bezpłatnie przekazać wózek.
W ubiegłym tygodniu opisaliśmy
historię starszego plutonowego Mariusza Saczka, który został ciężko ranny w lipcu 2010 roku. Pod transporterem opancerzonym Rosomak, którym jechał, wybuchła mina pułapka.
Przez kilka dni lekarze ze szpitala w Ghazni ratowali mu życie. Następnie przewieziono go do amerykańskiego szpitala w Ramstein, gdzie przeszedł kolejne operacje.
Sparaliżowany od klatki piersiowej w dół po powrocie do kraju przez półtora roku leczył się w szpitalach w Bydgoszczy, Warszawie i Ciechocinku. Jeździł też na turnusy rehabilitacyjne i dzięki wielkiemu samozaparciu udało mu się stanąć na nogi. O kulach może teraz przejść kilkadziesiąt metrów. – Są jednak takie dni, gdy nie jestem w stanie przejść ani kroku z powodu skurczy. Dlatego potrzebuję wózka – powiedział nam.
Od maja 2011 roku starał się w Inspektoracie Wojskowej Służby Zdrowia o przyznanie wózka inwalidzkiego i chodzika. Urzędnicy odsyłali go jednak na kolejne konsultacje medyczne.
Choć żołnierz niebawem otrzyma wózek, nie kończy to jego problemów z urzędnikami. Od miesięcy czeka na rozliczenie faktur za rehabilitację i leczenie, a także m.in. na decyzję szefa MON o podwyższeniu odszkodowania, które chciałby przeznaczyć m.in. na dostosowanie mieszkania do potrzeb osoby niepełnosprawnej.