Do podpisania wspomnianej deklaracji doszło 17 maja w Helsinkach.
Komitet Ministrów Rady Europy uznaje w niej, że wszystkie państwa należące do Rady Eyropy (w tym Rosja) mają prawo do uczestniczenia w pracach dwóch głównych organów - Zjednoczenia Parlamentarnego i Komitetu Ministrów.
W efekcie Zgromadzenie Parlamentarne RE pod koniec czerwca przywróciło Rosji prawo głosu. Utraciła je w 2014 roku po aneksji Krymu.
Witold Waszczykowski, obecnie europoseł PiS, przyznał, że nie wie, dlaczego polski rząd poprał deklarację korzystną dla Rosji.
Tłumaczył, że nie jest członkiem rządu i w związku z tym nie wie, jakie są jego ustalenia, a składu polskiej delegacji do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy o nich nie poinformowano.
Nie wykluczył, że podpisanie deklaracji to wynik jakichś kalkulacji, może nowej strategii władz wobec Rosji. Były szef MSZ nie potrafił też ocenić, czy poparcie deklaracji było błędem.
- Chcę podkreślić wyraźnie: ja nie widzę żadnych pozytywnych aspektów działań rosyjskiej dyplomacji w ostatnich latach, które mogłyby skłonić Polskę do zmiany podejścia. Tylko w ostatnim czasie mieliśmy incydent w Cieśninie Kerczeńskiej, zatrzymanie ukraińskich marynarzy… Nie ma żadnych postępów w relacjach bilateralnych - mówił Waszczykowski.