Mężczyzna uciekł we wtorek z sądu w Łowiczu. Był tam doprowadzony z zakładu karnego w Płocku na sprawę cywilna dotyczą eksmisji. W Płocku odsiadywał wyrok za kradzież z włamaniem. Karę miał zakończyć w 2016 roku.
Ok. godz. 13.30, gdy skazany wyszedł z sali sądowej, udało mu się uciec pilnującym go policjantom. - Do ucieczki doszło w czasie gdy mężczyzna opuścił już budynek sądu i wsiadał do samochodu. Wtedy z dużą siłą odepchnął wówczas jednego z konwojujących go policjantów i zbiegł z kajdankami na rękach – opowiada Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury.
Uciekinier przebiegł przez ul. Kaliską w Łowiczu, potem przeskoczył przez płot i dostał się b na teren Mazowieckiej Wyższej Szkoły Humanistyczno-Pedagogicznej. Tam ślad po nim zaginął.
Policja urządziła obławę. Na miejsce ściągnięto psy tropiące i śmigłowiec. - Mimo pościgu nie udało się go ująć – przyznaje prok. Kopania.
Poszukiwania uciekiniera trwają. Poza śledztwem prokuratorskim własne postępowanie prowadzi w tej sprawie policja, która zbada czy funkcjonariusze zachowali się właściwie podczas konwoju.
Prokurator Kopania zapowiada, że po zatrzymaniu mężczyzna odpowie za samouwolnienie. - Prawdopodobne usłyszy zarzut naruszenia nietykalności cielesnej konwojującego go funkcjonariusza, za co grozi kara pozbawienia wolności do lat trzech – tłumaczy śledczy.
A czy policjanci mogą usłyszeć zarzuty za niedopełnienie obowiązków podczas konwoju? – Będziemy sprawdzać czy nie popełnili błędów i od wyników naszych ustaleń będą zależeć dalsze decyzje – mówi prok. Kopania.