Gdy Ewa Kopacz zostawała szefem rządu, nazwałem ją premierem temporalnym. Miałem na myśli to, że sprawować będzie swój urząd tylko czasowo, dopóki w Platformie nie ukształtuje się wyraźna większość, która może wynieść do funkcji lidera partii kogoś o naturalnej, a nie nadanej przez Donalda Tuska, sile i pozycji. Dziś wydaje się już oczywiste, że zegar wyznaczający odejście Ewy Kopacz z przewodniczenia Platformie zaczął tykać szybciej, a tym, który przyśpiesza owo tykanie, jest Grzegorz Schetyna.
Jedyny taki polityk
Osoby takie jak ja, czyli od samego początku twierdzące, że pani Kopacz nie nadaje się do pełnienia tak wysokich funkcji, jak prezes Rady Ministrów, nie mogą być zaskoczone poziomem sprawowania przez nią tego urzędu. Ale najwnikliwiej przypatrywali się jej zapewne przez ostatnie tygodnie sami członkowie PO i jedno po stu kilkudziesięciu dniach jej rządów mogą powiedzieć na pewno – do zwycięstwa to ona ich nie prowadzi. Format intelektualny i osobowościowy Ewy Kopacz nie daje gwarancji nie tylko pokonania PiS w elekcji parlamentarnej, ale nawet złożenia po niej większościowej koalicji z PO, PSL i SLD.
Coraz lepiej widać, że braki pani premier są tak duże, iż mogą się stać przyczyną wiktorii wyborczej Jarosława Kaczyńskiego i odzyskania przez niego władzy. To zaś oznacza tragedię dla tysięcy, a nawet setek tysięcy ludzi związanych z obecną ekipą. Ich liderzy nie mają chyba zamiaru przypatrywać się biernie, jak szefowa PO ciągnie ich pod lód. Ratunkiem wydaje się zmiana lidera, i to na tyle szybko, by zdążyć wzmocnić partię przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi.
Dotychczasowy sposób funkcjonowania obecnego rządu jest katastrofalny. Im bliżej się jest prawdziwego ośrodka decyzyjnego, tym lepiej zapewne to widać. Nie mam więc wątpliwości, że właśnie tam, w otoczeniu Ewy Kopacz i na szczytach Platformy, rodzi się obecnie plan odsunięcia jej od rządzenia krajem i przewodzenia partii.
Jedyną osobą, która mogłaby dziś przejąć całą formację, zwłaszcza po faktycznym wyeliminowaniu Sikorskiego, jest Grzegorz Schetyna. I to nie dlatego, że ma aż tylu zwolenników w Platformie i że jest tam wyczekiwany przez większość decydentów. Tak nie jest, bo duża część platformersów po prostu się go boi. Ale on nie chce dostać od nich władzy w partii – on chce sobie tę władzę wyszarpać i wywalczyć.