Reklama

Marek Migalski: Schetyna idzie po władzę

Czas Ewy Kopacz się kończy

Publikacja: 10.02.2015 20:04

Wymiana Ewy Kopacz na Grzegorza Schetynę nie będzie łatwa, ale czy PO ma inne wyjście?

Wymiana Ewy Kopacz na Grzegorza Schetynę nie będzie łatwa, ale czy PO ma inne wyjście?

Foto: Fotorzepa, Piotr Nowak

Gdy Ewa Kopacz zostawała szefem rządu, nazwałem ją premierem temporalnym. Miałem na myśli to, że sprawować będzie swój urząd tylko czasowo, dopóki w Platformie nie ukształtuje się wyraźna większość, która może wynieść do funkcji lidera partii kogoś o naturalnej, a nie nadanej przez Donalda Tuska, sile i pozycji. Dziś wydaje się już oczywiste, że zegar wyznaczający odejście Ewy Kopacz z przewodniczenia Platformie zaczął tykać szybciej, a tym, który przyśpiesza owo tykanie, jest Grzegorz Schetyna.

Jedyny taki polityk

Osoby takie jak ja, czyli od samego początku twierdzące, że pani Kopacz nie nadaje się do pełnienia tak wysokich funkcji, jak prezes Rady Ministrów, nie mogą być zaskoczone poziomem sprawowania przez nią tego urzędu. Ale najwnikliwiej przypatrywali się jej zapewne przez ostatnie tygodnie sami członkowie PO i jedno po stu kilkudziesięciu  dniach jej rządów mogą powiedzieć na pewno – do zwycięstwa to ona ich nie prowadzi. Format intelektualny i osobowościowy Ewy Kopacz nie daje gwarancji nie tylko pokonania PiS w elekcji parlamentarnej, ale nawet złożenia po niej większościowej koalicji z PO, PSL i SLD.

Coraz lepiej widać, że braki pani premier są tak duże, iż mogą się stać przyczyną wiktorii wyborczej Jarosława Kaczyńskiego i odzyskania przez niego władzy. To zaś oznacza tragedię dla tysięcy, a nawet setek tysięcy ludzi związanych z obecną ekipą. Ich liderzy nie mają chyba zamiaru przypatrywać się biernie, jak szefowa PO ciągnie ich pod lód. Ratunkiem wydaje się zmiana lidera, i to na tyle szybko, by zdążyć wzmocnić partię przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi.

Dotychczasowy sposób funkcjonowania obecnego rządu jest katastrofalny. Im bliżej się jest prawdziwego ośrodka decyzyjnego, tym lepiej zapewne to widać. Nie mam więc wątpliwości, że właśnie tam, w otoczeniu Ewy Kopacz i na szczytach Platformy, rodzi się obecnie plan odsunięcia jej od rządzenia krajem i przewodzenia partii.

Jedyną osobą, która mogłaby dziś przejąć całą formację, zwłaszcza po faktycznym wyeliminowaniu Sikorskiego, jest Grzegorz Schetyna. I to nie dlatego, że ma aż tylu zwolenników w Platformie i że jest tam wyczekiwany przez większość decydentów. Tak nie jest, bo duża część platformersów po prostu się go boi. Ale on nie chce dostać od nich władzy w partii – on chce sobie tę władzę wyszarpać i wywalczyć.

Reklama
Reklama

Przeprowadzenie zmiany premiera po kilku zaledwie miesiącach od jego powołania oraz na kilka miesięcy przed nowymi wyborami nie jest zapewne łatwym zadaniem polityczno-marketingowym. Trudno by było wytłumaczyć zdziwionej widowni, dlaczego zmienia się konie w czasie przeprawy przez rzekę. Ale czy PO ma inną opcję? Czy lepszym wyjściem będzie bierne przyglądanie się kolejnym lapsusom i potknięciom Ewy Kopacz? Czy drogą do sukcesu są narady psiapsiółek i doradztwo medialne Janiny Paradowskiej? Czy tysiące platformerskich działaczy mogą spokojnie oglądać, jak ich liderka ośmiesza siebie i ich nie tylko wobec rodaków, ale także na arenie międzynarodowej?

Nie uprawiając przemysłu pogardy i nie używając wobec Ewy Kopacz słów obraźliwych, bo na takie nie zasługuje, musimy dziś powiedzieć – nie mieliśmy jeszcze szefa rządu o tak ograniczonych zdolnościach intelektualnych i osobowościowych. Nawet przywoływany w tym kontekście Kazimierz Marcinkiewicz wiedział o polityce więcej od następczyni Donalda Tuska i – co ważne – nie był jednocześnie szefem partii, więc jego siła szkodzenia swojej formacji była ograniczona. Wiedzą o tym najlepiej właśnie w PO. I to im najbardziej zależy na tym, by premier odeszła jak najszybciej.

Ofiar przybywa

Szybka wymiana lidera, choć ryzykowna wizerunkowo i politycznie, może być jedynym wyjściem dla polityków Platformy. Współdziałanie w tym dziele Grzegorza Schetyny z Bronisławem Komorowskim dawałoby gwarancję, że cały proces będzie obciążony najmniejszymi stratami dla ich obozu politycznego i da szansę na odbudowanie wiarygodności całej formacji jeszcze przed jesiennymi wyborami do Sejmu i Senatu.

Coraz więcej wskazuje na to, że decyzja zapadła. Ludzie stojący Schetynie na drodze do władzy coraz to ślizgają się na skórce od banana. Najpierw był to Radosław Sikorski, ostatnio Andrzej Biernat. Można spekulować, że w najbliższym czasie jakieś nieszczęście może spaść na Cezarego Grabarczyka, a na samym końcu się okaże, że i Ewa Kopacz ma jakiś niewyjaśniony, acz przykry, epizod w swoim życiu, do którego „dotrze" ta czy inna gazeta.

Kilkanaście dni temu posypało się najbliższe otoczenie pani premier, ale obecnego wcale nie może być pewna. Na dalszy plan został odsunięty Sławomir Nitras, skonfliktowany na śmierć i życie ze Schetyną. Wysokie stanowisko objął natomiast poseł Marcin Kierwiński, którego można określić jako półschetynowca, a szefem Centrum Informacyjnego Rządu został Michał Kamiński, który może zagra na Ewę Kopacz, a może i nie. Jest nowym politykiem Platformy i bacznie się przygląda temu, jaki jest w niej  układ sił. Zastanawia się zapewne, czy bardziej sensowne jest ratowanie nieudolnej pani premier czy jednak postawienie na Schetynę.

Wszystko to pokazuje, że obecny szef MSZ coraz bliżej jest decyzji o „przejęciu odpowiedzialności za cały projekt", jak zapewne zostanie  nazwane polityczne zabicie Ewy Kopacz. Nikt nie jest w stanie udowodnić, że idąc po władzę w partii i w państwie, Schetyna eliminuje potencjalnych konkurentów, ale – trawestując wiersz Herberta – o istnieniu potwora świadczą jego ofiary. A tych jest coraz więcej.

Reklama
Reklama

Czas Ewy Kopacz się kończy, ale tym, który nad tym intensywnie i skutecznie pracuje, nie jest Jarosław Kaczyński, lecz Grzegorz Schetyna. Najlepszym terminem do tego typu puczu byłby okres krótko po zwycięstwie Bronisława Komorowskiego w majowych wyborach prezydenckich, a przed wakacjami poprzedzającymi elekcję parlamentarną. To wówczas należałoby oczekiwać ostatecznego uderzenia w panią premier.

Autor jest politologiem, był europosłem PiS, PJN i Polski Razem

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Kraj
„Rzecz w tym”: Co naprawdę myślą Ukraińcy o Polakach, a co Polacy o Ukraińcach
Kraj
Polska 2050 na noże. Dlaczego Szymon Hołownia oddał władzę i co to oznacza dla koalicji
Kraj
Warszawa w błędnym kole odstrzałów. Apel o humanitarny przełom w sprawie dzików
Kraj
81. rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz. Karol Nawrocki: za każdą wojnę trzeba po prostu zapłacić i przeprosić
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama