Po wylądowaniu samolotu w Mińsku okazało się, że alarm bombowy był fałszywy. Władze Białorusi zatrzymały jednak jednego z pasażerów samolotu - opozycyjnego dziennikarza Romana Protasiewicza.
- To zjawisko zahacza o piractwo powietrzne, w tym wypadku w państwowym wydaniu - stwierdził były prezydent.
Komorowski ocenił też, że "doczekaliśmy się jako Polska, że na zasadzie 'na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą', nawet Białoruś pozwala sobie na spektakularne lekceważenie Polski". - To są linie, które obsługują też loty z państwa polskiego - tłumaczył (zmuszony do lądowania samolot był zarejestrowany w Polsce - red.).
- Trzecia myśl to taka, że obecna władza, która wiele wysiłku włożyła w to przez wiele lat, aby zdeprecjonować znaczenie integracji europejskiej, kiedy przychodzi co do czego jest bezradna i jak do pani matki zgłasza oczekiwania: niech UE to załatwi - dodał były prezydent.
- Trzeba dbać o to, aby mieć relacje ze światem zachodnim, z UE, z obecnym prezydentem USA dobre, a nie byle jakie, pełne napięć - mówił Komorowski.
Pytany o to, co powinien zrobić w obecnej sytuacji prezydent Andrzej Duda, lub co on zrobiłby, gdyby był prezydentem, Komorowski stwierdził, że "dbałby przez wszystkie lata swojej kadencji o to, by bez sensu nie napinać relacji polsko-europejskich, a z USA utrzymywałby dobre relacje niezależnie od tego czy prezydentem jest Donald Trump, czy Joe Biden".
- Teraz już się pali, nasi sąsiedzi nas lekceważą. Trzeba oczywiście odwoływać się do solidarności NATO-wskiej, europejskiej - dodał.
- Ja nie sądziłem, że tak nisko upadniemy, że wszyscy będą mogli po nas bezkarnie skakać - podsumował były prezydent.