Napisał w nim: „żałuję, że powiązałem w mojej wypowiedzi Polskę z Niemcami, gdyż Polska została zaatakowana i była okupowana przez Niemcy. Państwo Polskie nie ponosi odpowiedzialności za okrucieństwa, których dopuszczali się naziści".

Ci, którzy jeszcze kilkanaście godzin wcześniej nie posiadali się z oburzenia, teraz nie posiadali się z radości. „To więcej, niż można się było spodziewać z płynących dotąd doniesień" – oświadczyła premier Ewa Kopacz. Radość z żalu szefa FBI wyraził też prezydent Bronisław Komorowski. Przez media i sejmowe korytarze przetoczyła się fala radości bardzo podobna do wcześniejszej fali oburzenia.

Obie fale miały jednak jedną cechę wspólną – wielką przesadę. Uznając słowa Comeya za skandaliczne, trzeba przyznać, że to zdumiewające, iż 36-milionowy kraj żył sześć dni moralnym wzburzeniem. Pomijając złożone relacje polsko-żydowskie, ta reakcja mówi bardzo dużo o Polakach i państwie polskim.

W debacie nad słowami szefa FBI pojawił się też inny niepokojący wątek. Sporo liberalno-lewicowych komentatorów uderzyło mocno w godnościowe tony. I wykorzystali wzburzenie moralne Polaków do tego, by zamanifestować swą wyższość. Dumne narody nie przejmują się tym, co mówią o nich inni – perswadowały rozmaite mądrale. Ich duma jednak urosła do tego stopnia, że właściwie okazało się, iż dumny naród powinien przeprosić Jamesa Comeya za mnóstwo złych słów wypowiedzianych na jego temat. Gdybyśmy bowiem nie mieli kompleksów, nie powinniśmy byli jego wypowiedzi poświęcić ani chwili.

Kłopot polega na tym, że i przesadne oburzenie, i przesadna walka z kompleksami nie załatwią jednej podstawowej kwestii. Tuż po liście Comeya polscy politycy zaczęli mówić, że sprawa jest zamknięta.

Nie, zamknięta nie jest. Bo jeśli nie chcemy się w przyszłości tak oburzać, państwo polskie powinno inicjować działania promujące naszą historię.

Owszem, są w dziejach drugiej wojny światowej momenty, które Polaków obciążają. Ale od tego jest polityka historyczna, żeby to nie one decydowały o naszym wizerunku. Od tego, jakie wnioski wyciągnie ze sprawy Comeya nasze państwo, zależy to, czy Polska będzie się za granicą kojarzyć z takimi bohaterami, jak Jan Karski czy Witold Pilecki, którzy próbowali poinformować świat o zbrodniach na Żydach, czy z „Sąsiadami" Jana Tomasza Grossa.