Z Alfredem Bujarą rozmawialiśmy o obywatelskim projekcie ustawy ws. ograniczenia handlu w niedzielę.

Z prof. Aleksandrem Stępkowskim, byłym wiceministrem spraw zagranicznych rozmawialiśmy natomiast o kryzysie wokół TK i kolejnej już wizycie w Polsce Komisji Weneckiej.

Bujara: Wyższa stawka, zamiast wolnego w tygodniu

Pracownik w Polsce ma dwa razy większą wydajność, niż w Niemczech, a zarabia cztery razy mniej, na co nie możemy się zgodzić - mówił  Alfred Bujara, szef sekcji handlu NZSS „Solidarność”.

Według gościa, większość sondaży, w których Polacy byli pytani o zdanie w związku z ograniczeniem handlu w niedzielę, miała źle zadane pytanie, bo pytano o „zakaz handlu”. - My przygotowaliśmy ustawę, która ogranicza handel w niedzielę, a nie go zakazuje – mówił Bujara.

Przedstawiciel związkowców mówił, że ograniczenie handlu dotyczyłoby sklepów wielkopowierzchniowych. Mniejsze sklepy mogłyby być otwarte. - Powierzchnie handlowe przy stacjach benzynowych do 80 metrów kwadratowych. A te bardziej oddalone – do 120 metrów – mówił Bujara. Jak dodawał, ustawa uniemożliwiałaby rozbudowywanie tych sklepów przy stacjach benzynowych.

- Jako związkowcy walczymy o wolne niedzielę 20 lat, które jednostronnie nam to zabrano – mówił Bujara. Jego zdaniem, wprost wynika to z wejścia na rynek sklepów wielkopowierzchniowych, które w dodatku nie płacą w Polsce podatków.

Związkowiec wskazywał, że właśnie w sieciach handlowych panuje największy wyzysk, a praca jest wręcz niewolnicza. - Pracownik w Polsce ma dwa razy większą wydajność, niż w Niemczech, a zarabia cztery razy mniej, na co nie możemy się zgodzić – mówił o problemie Bujara. - Niedziela jest po to, aby pracownicy mogli odpocząć.

Wzrost bezrobocia? - Nikt nie przeprowadził żadnych badań, są to dane wyciągnięte z kapelusza – oceniał zarzut Bujara.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

- Jak święto przypada w tygodniu, to wzrasta sprzedaż – mówił gość programu. - Jak w niedzielę przypada Boże Ciało lub Zielone Świątki, to przed tym wzrasta sprzedaż. Ludzie mówią, że wtedy jest tak, jakby miała wybuchnąć wojna, brakuje towarów – powiedział Bujara.

W jego opinii, na Węgrzech, podobna ustawa obowiązywała tylko rok ze względów politycznych. - Na Węgrzech ustawa się nie przyjęła ze względów politycznych. Wiemy, bo mamy kontakt z tamtejszymi związkowcami – mówił Bujara. - Viktor Orban wprowadził jednostronnie wolne niedziele, bez konsultacji, nawet związkowcy byli zaskoczeni. Wycofał się z tego, bo bał się, że dojdzie do referendum, do którego zostaną włączone jeszcze inne pytania – przekonywał gość.

- Mówi się, że powinniśmy dążyć do europejskich standardów, a właśnie na Zachodzie są wolne niedziele, poza wyjątkami, w niektórych branżach – mówił Bujara.

- W tej ustawie jest zapis, że centra handlowe będą mogły pracować – mówił związkowiec. Chodzi o to żeby pracownicy zamiast wolnego dnia w tygodniu dostawali wyższą stawkę za pracę w niedzielę i sami decydowali, czy chcą poświęcić ten dzień na pracę. - Dzisiaj mamy wolny rynek, ale dla pracodawcy, nie pracownika – wskazywał. Bujara mówił, że dziś pracownicy są przymuszani do pracy w niedzielę. – Nie chcesz pracować w niedzielę? To do widzenia – powiedział, że pracownikom jest stawiane ultimatum.

Związkowiec mówił, że głos ministra finansów Pawła Szałamachy, którego zdaniem tylko jedna niedziela powinna obowiązkowo być wolna, to odosobniony przypadek. - Do tej pory prezes Jarosław Kaczyński powiedział, że popiera inicjatywę, popiera ją obecna premier, w kampanii mówił o tym prezydent Andrzej Duda – wyliczał Bujara.

Handel w internecie w niedzielę? - Nie będzie dostaw w niedzielę, ale będzie pakowanie i w poniedziałek rano ten towar do nas dotrze – mówił związkowiec.

 

Stępkowski: Do wizyty Komisji Weneckiej należy podejść beznamiętnie

Cieszy mnie brak emocjonalnych wystąpień ze strony rządu przy okazji drugiej wizyty Komisji Weneckiej. Szkoda, że pierwszej towarzyszyło tyle emocji - powiedział prof. Aleksander Stępkowski z Uniwersytetu Warszawskiego.

Przedstawiciele Komisji Weneckiej w poniedziałek i wtorek rozmawiali z przedstawicielami parlamentu, Sądu Najwyższego, Ministerstwa Sprawiedliwości, RPO oraz przedstawicielami Trybunału Konstytucyjnego i kancelarii premiera. Opinia na temat nowej ustawy o TK zostanie przyjęta 14 października.

- To pewna procedura, do której należy podejść beznamiętnie. Opinia gremium międzynarodowego - powiedział w programie #RZECZoPOLITYCE prof. Aleksander Stępkowski z Uniwersytetu Warszawskiego, były wiceminister spraw zagranicznych.

Podkreślił, że cieszy go brak emocjonalnych wystąpień ze strony rządu przy okazji drugiej wizyty Komisji Weneckiej. - Szkoda, że pierwszej wizycie towarzyszyło tyle emocji - stwierdził. Prof. Stępkowski zwrócił uwagę, że do Wenecji pojechała duża delegacja z Polski. - Nieproporcjonalnie duża do wagi wydarzenia. Rząd potraktował to jako sprawę zbyt dużego kalibru - powiedział profesor.

W ocenie Aleksandra Stępkowskiego, pewien szkic opinii Komisji Weneckiej jest już stworzony, a wizyta przedstawicieli KW miała być okazją do tego, by o pewne kwestie jeszcze dopytać.

- O ostatecznym kształcie opinii decyduje osoba szarego urzędnika, sekretarza danego zespołu, który zwłaszcza, gdy negocjacje odbywają się na dzień przed wydaniem opinii, ma bardzo duży wpływ na jej ostateczne brzmienie - powiedział prof. Stępkowski. - Zaryzykowałbym stwierdzenie, że te opinie mają pewien zamysł, pewną linię i sekretarz w Komisji bardzo tej linii pilnuje - dodał.

Przedstawiciele Komisji Weneckiej w poniedziałek i wtorek rozmawiali z przedstawicielami parlamentu, Sądu Najwyższego, Ministerstwa Sprawiedliwości, RPO oraz przedstawicielami Trybunału Konstytucyjnego i kancelarii premiera. Opinia na temat nowej ustawy o TK zostanie przyjęta 14 października.

- To pewna procedura, do której należy podejść beznamiętnie. Opinia gremium międzynarodowego - powiedział w programie #RZECZoPOLITYCE prof. Aleksander Stępkowski z Uniwersytetu Warszawskiego, były wiceminister spraw zagranicznych.

Podkreślił, że cieszy go brak emocjonalnych wystąpień ze strony rządu przy okazji drugiej wizyty Komisji Weneckiej. - Szkoda, że pierwszej wizycie towarzyszyło tyle emocji - stwierdził. Prof. Stępkowski zwrócił uwagę, że do Wenecji pojechała duża delegacja z Polski. - Nieproporcjonalnie duża do wagi wydarzenia. Rząd potraktował to jako sprawę zbyt dużego kalibru - powiedział profesor.

W ocenie Aleksandra Stępkowskiego, pewien szkic opinii Komisji Weneckiej jest już stworzony, a wizyta przedstawicieli KW miała być okazją do tego, by o pewne kwestie jeszcze dopytać.

- O ostatecznym kształcie opinii decyduje osoba szarego urzędnika, sekretarza danego zespołu, który zwłaszcza, gdy negocjacje odbywają się na dzień przed wydaniem opinii, ma bardzo duży wpływ na jej ostateczne brzmienie - powiedział prof. Stępkowski. - Zaryzykowałbym stwierdzenie, że te opinie mają pewien zamysł, pewną linię i sekretarz w Komisji bardzo tej linii pilnuje - dodał.

Pytany o to, czy Polska mogła uniknąć interwencji Komisji Weneckiej, prof. Aleksander Stępkowski odpowiedział, że raczej nie. - To by nas nie ominęło, co przyznał sekretarz generalny Thorbjorn Jagland. W grudniu już się przymierzał do wystąpienia do Komisji Weneckiej z prośbą o opinię. Widać było, że to sytuacja nieunikniona.

W ocenie prof. Stępkowskiego Polska miała dwie możliwości. - Mogliśmy albo czekać, by być podciągniętym pod pręgierz Europy, albo uprzedzić fakty i uciec do przodu. I to się przez pewien czas udawało, co było widać podczas wystąpienia premier Szydło w Parlamencie Europejskim - powiedział profesor.

Wspomniał o tym, że Węgrzy trzynaście razy udawali się do Wenecji. Prof. Stępkowski powiedział, że trudno ocenić, czy dla Polski przygoda z Komisją Wenecką skończy się szybko. - Na razie dynamika jest coraz mniejsza, liczę na to, że nie będziemy tak często w Wenecji - powiedział. Dodał, że Polska powinna podejść do tego tak bezemocjonalnie, jak podczas niedawnej wizyty Komisji Weneckiej.

Pytany o to, co mogłoby zakończyć trwający blisko rok konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego, prof. Stępkowski przyznał, że w tej chwili mamy do czynienia ze starciem siłowym. - Dawno przestał to być spór prawny, to próba tego, kto kogo zmorze. Rząd czeka do grudnia na koniec kadencji prezesa TK i liczy na to, że Trybunał ulegnie. Tu potrzebujemy politycznego konsensusu, albo ktoś kogoś musi zmóc - ocenił prof. Stępkowski.