Hołownia, autor takich książek jak "Bóg, kasa i rock'n'roll" czy "Kościół dla średniozaawandowanych" wypowiedział się na temat wystąpienia premiera Mateusza Morawieckiego na Jasnej Górze.
Podczas XXVII Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja premier mówił o tym m.in., że ideowi przeciwnicy władzy "próbują zrobić podkop, podkop pod Polskę, podkop pod polskość". Swoje wystąpienie Morawiecki zakończył zawierzeniem narodu Matce Boskiej.
Przemówienie Mateusza Morawieckiego skomentował na Facebooku Szymon Hołownia. "Nie wiem, czy ktoś kto to już dziś z katostrony powiedział głośno, jeśli tak - to sorry, ale ja też powiem" - napisał.
"Ależ oczywiście, że do kościoła może przyjść każdy. Prostytutka, dziennikarz, prezydent, rzeźnik i przedszkolanka - każdy ma prawo czuć się tu, jak u siebie w domu" - uważa publicysta. Dodaje jednak, że kościół to przede wszystkim dom Boga, który "chyba nie bardzo lubi być traktowany jak scenografia dla różnych sprzedawców cudów na kijaszku".
" To wspaniałe, że premier rządu, chrześcijanin jak ty i ja, chodzi do kościoła. To jednak ciężka patologia, gdy premier - jako premier - w tym kościele przemawia" - pisze dalej Hołownia. Jego zdaniem każdy polityk, bez względu na przynależność partyjną "polityk to zawsze sprzedawca" i przemawiając w kościele nie głosi Słowa Bożego, a jedynie przemawia do elektoratu. A według Hołowni stoi to w sprzeczności z instrukcją „Redemptionis Sacramentum”, która zabrania łączenia celebrowania Eucharystii ze świeckimi sprawami.
Profanacją nazywa również Hołownia zdarzenie, które miało miejsce w podczas pielgrzymki leśników do Sanktuarium Matki Bożej Tuchowskiej. Jeden z myśliwych złożył wówczas przed ołtarzem koszyk z martwym, wypchanym lisem.
Hołownia pisze, że nie chce w kościele spotkać "gościa z truchłem jakiegoś stworzenia, przekonanego, że Dobra Nowina (którą Jezus nakazał głosić „całemu stworzeniu”), nakazuje zabijać lisy i przynosić je Panu i On się wtedy cieszy, bo nic go tak nie cieszy jak dobrze strzelony, martwy lisek (On jest takim miłośnikiem życia, że tylko przez przypadek tych lisów od razu nie stworzył martwych)" - pisze Hołownia i zapewnia, że taki widok bardziej obraża jego uczucia religijne niż "siedem Nergali, bo nie szydzi z Ewangelii, co ją wypacza".
Fot. Łowiec Tarnowski
Dziennikarz żałując, że nikt takim profanacjom nie stawia granic, a " biskup Dydycz dalej swawolnie wygaduje bzdury", nie dziwi się ludziom, którzy przestają chodzić do kościoła. On sam, jak podkreśla, zna świątynie, w których jest miejsce na "czystą Ewangelię", ale żal mu ludzi i żal mu Kościoła.
"Bo Kościół, (...) który bierze ślub z jakąś partią zostaje wdową po następnych wyborach (...) Kościół, który dogmatyzuje czyjeś dziwne hobby to parodia Kościoła. Tego ślubu nie braliście w moim imieniu, nie wierzę w te wasze dogmaty. Idźcie z tym sobie gdzie indziej i nie róbcie z wiecie czego wiecie czego" kończy Szymon Hołownia.