Rz: Czy wobec skandali pedofilskich procedury doboru kandydatów na księży powinny być ostrzejsze?

Ks. Wojciech Góralski, kierownik Zakładu Prawa Rodzinnego na Wydziale Prawa Kanonicznego UKSW: Pytałem niedawno psychologa, czy istnieje metoda sprawdzenia ewentualnych skłonności pedofilskich u kandydata. Chyba nie ma testu ani metody psychologicznej, która wykaże wprost, że ktoś jest obciążony takimi skłonnościami. Gdyby jednak w seminarium duchownym miały miejsce jakiekolwiek niepokojące sygnały, trzeba natychmiast wyciągać wnioski. Nie ma kompromisu – taka osoba powinna je opuścić.

Jaki jest pierwszy sygnał dla rektora seminarium, że kandydat na księdza się nie nadaje?

Te sygnały są wielorakie – np. kogoś nudzi modlitwa, ma trudny charakter i nie pracuje nad sobą. Nawet jeśli wstępując do seminarium, jest wybuchowy czy egoistyczny, trzeba to później doszlifować.

Czy zdarza się, że rektor odrzuca kandydata podczas wstępnej rozmowy kwalifikacyjnej, nawet jeśli życiorys jest bez zarzutu?

Oczywiście. Rektor musi mieć pewność, że jest to osoba głęboko religijna i zrównoważona psychicznie. To w rozmowie się ujawni. Jeśli nie ma co do tego pewności, można kandydata skierować na badanie psychologiczne.

Czy w latach 80., gdy ksiądz był rektorem seminarium, było ono obowiązkowe?

Wstępnych badań psychologicznych wtedy nie było. Były i są do dziś badania okresowe dla seminarzystów. Watykan zwracał jednak uwagę, aby nie stanowiły one „być albo nie być" seminarzysty – to miał być jeden z elementów oceny.

Usunięto kogoś z seminarium, którym ksiądz kierował?

Niekiedy i bez badań decydowaliśmy, że kandydat nie rokuje – kierowaliśmy go czasem na urlop do parafii, a po roku wracał i oceniano, czy jest efekt. Podczas mojego rektorstwa nikogo jednak nie usunęliśmy. Niektórzy opuszczali seminarium z własnej woli.

— rozmawiała Marzena Tarkowska