Wcześniej niektóre media, w tym Polska Agencja Prasowa i powołujące się na nią media, informowały, że „dowodzona przez Stany Zjednoczone wojskowa koalicja walcząca z Państwem Islamskim poinformowała w poniedziałek iracką armię, że wycofa swoje oddziały z Iraku”. Dodano także cytat z dokumentu, który miał odwoływać się do decyzji irackiego parlamentu, którego autentyczności jednak nikt oficjalnie nie potwierdził.
Wkrótce przyszło natomiast oficjalne dementi ze strony Pentagonu. - Nie ma żadnej decyzji o wycofaniu się z Iraku. Kropka - uciął spekulacje Mark Esper, sekretarz obrony Stanów Zjednoczonych.
Informacje o wycofaniu się podały wcześniej Reuters i AFP, powołując się na list amerykańskiego dowództwa koalicji do armii irackiej. Dodawały, że jego autentyczność udało się im potwierdzić, jednak żadne ze źródeł nie było oficjalne.
W niedzielę w Iraku z inicjatywy premiera Adila Abd al-Mahdiego parlament jednogłośnie uchwalił ustawę o wyrzuceniu stacjonujących w kraju 5,2 tys. amerykańskich żołnierzy. Nie podano jednak żadnego terminu jej wykonania.
Dowiedz się więcej: Trump poszedł na całość. Czy Bliski Wschód zapłonie?
Zanim głos zabrał Esper, rzecznik Pentagonu przekazał, że „obecnie nie jest możliwe potwierdzenie autentyczności listu” z podpisem generała Williama H. Seely'ego i adresowanego do wojskowych w irackim ministerstwie.
Sam szef Pentagonu nie zaprzeczył jednoznacznie autentyczności opublikowanego listu, choć zdecydowanie mówił, że wojska nie wycofują się z Iraku. Jak poinformowała na Twitterze dziennikarka Lara Seligman, w istocie doszło do pomyłki - list, który miał być autentyczny, był tylko „szkicem, wysłanym w celach koordynacyjnych”. „Nie ma żadnego ruchu wojsk amerykańskich z Iraku” - zastrzegła, powołując się na gen. Kennetha McKenzie, szefa Centralnego Dowództwa USA (CENTCOM) i Marka Milley'a, przewodniczącego Kolegium Szefów Sztabów sił zbrojnych USA.