Walki w rejonie Górskiego Karabachu trwają od 11 dni.
Azerbejdżan jest bliskim sojusznikiem Turcji. Z kolei Armenia jest częścią sojuszu obronnego z udziałem Rosji.
Jak dotąd ponad 300 osób zginęło w związku z walkami w Górskim Karabachu, które są najbardziej intensywne od zakończenia konfliktu w tym rejonie w 1994 roku.
Azerbejdżan twierdzi, że siły ormiańskie atakują miasta położone w Azerbejdżanie poza strefą konfliktu co przesuwa konflikt bliżej rurociągów, które transportują azerską ropę i gaz do Europy.
Iran, który graniczy zarówno z Armenią i Azerbejdżanem obawia się, że w konflikt mogą zostać wciągnięci sojusznicy Armenii i Azerbejdżanu - Rosja i Turcja.
Prezydent Iranu Hassan Rouhani stwierdził, że nie można doprowadzić do sytuacji, w której toczące się walki "zmienią się w wojnę regionalną".
Rouhani w telewizyjnym orędziu dodał, że Teheran liczy na przywrócenie stabilności w regionie w "pokojowy sposób".
Prezydent mówił też, że Iran nie pozwoli "krajom, na wysyłanie terrorystów na granice Iranu, pod różnymi pretekstami".
To nawiązanie do przekazanych przez francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona informacji, że Turcja miała skierować w rejon walk 300 dżihadystów powiązanych z Daesh z Syrii. Turcja zaprzecza tym oskarżeniom.
Władze Górskiego Karabachu informują, że w walkach zginęło jak dotąd 280 ich żołnierzy i 19 cywilów.
Azerbejdżan podaje, że w wyniku działań sił ormiańskich zginęło 28 cywilów z Azerbejdżanu. Azerowie nie podają informacji o stratach swoich sił zbrojnych.