Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego cieśnina Ormuz stała się kluczowym, ważniejszym niż program atomowy, punktem sporu USA–Iran.
- Co sprawia, że mimo wzajemnych ataków militarnych Waszyngton i Teheran kontynuują negocjacje.
- Jaką rolę w tej geopolitycznej układance odgrywa Izrael i o co jego premier zabiega w Białym Domu.
Kontrowersje wokół irańskiego programu atomowego nie wzbudzają obecnie największych emocji związanych z negocjacjami USA–Iran. I to mimo sygnałów z Waszyngtonu, że bez przekazania Amerykanom uwięzionych pod ziemią zapasów wzbogaconego uranu nie będzie żadnego porozumienia. Teraz chodzi o żeglugę w cieśninie Ormuz. Wysunięcie tej sprawy na pierwszy plan w negocjacjach irańsko–amerykańskich jest niewątpliwie sukcesem Iranu. To dlatego, że irańskiemu reżimowi udało się przenieść działania wojenne na wody Zatoki Perskiej kalkulując słusznie, że blokada cieśniny Ormuz jest jedynym skutecznym sposobem wywarcia presji na Donalda Trumpa. Z punktu widzenia Teheranu był to strzał w dziesiątkę zmuszający Amerykanów do zawieszenia broni i podpisania memorandum o rozpoczęciu 60-dniowych negocjacji. Takiego obrotu sprawy nie brano pod uwagę, gdy Izrael i USA rozpoczynały pod koniec lutego tego roku drugą wojnę z Iranem.
Cieśnina Ormuz stała się główną kartą przetargową Iranu
Cele były wtedy inne. Chodziło w gruncie rzeczy o zmianę reżimu ajatollahów z nadzieją, że amerykańskie i izraelskie bomby doprowadzą do jego upadku. Panowała niespełnione oczekiwanie, że z nowymi władzami będzie można się porozumieć w sprawach wtedy priorytetowych, a więc nie tylko ograniczenia irańskiego programu atomowego, ale i stabilizacji sytuacji w regionie poprzez rezygnację Teheranu z wspierania tzw. osi oporu, czyli zbrojnych organizacji w postaci libańskiego Hezbollahu, poprzez szyickie bojówki w Iraku po jemeńskich Huti. Okazuje się dzisiaj, że bez rozwiązania sprawy żeglugi w cieśninie Ormuz trudno liczyć na bezproblemowy przebieg negocjacji przewidziany w irańsko–amerykańskim memorandum.
Czytaj więcej
Najwyższy przywódca duchowo-polityczny Iranu, Modżtaba Chamenei, zapowiedział zemstę za zabicie swojego ojca i poprzednika, Alego Chameneiego, któr...
Tuż po podpisaniu tego dokumentu 17 czerwca tego roku, władze w Teheranie wyznaczyły nowy szlak w północnej części cieśniny, w pobliżu irańskiego wybrzeża, i nakazały, by korzystały z nich wszystkie jednostki płacąc przy tym odpowiedni haracz. Miało to być zgodne z memorandum, gdzie zapisano, że „ruch statków handlowych zostanie natychmiast uruchomiony, a biorąc pod uwagę konieczność usunięcia przeszkód technicznych i wojskowych, w ciągu 30 dni Islamska Republika Iranu rozpocznie rozminowywanie”.
Jednak Amerykanie nie zamierzali czekać na rozminowanie przez Iran głównego szlaku przepływu w cieśninie Ormuz biegnącego przed wojną jej środkiem. Marynarka USA zabezpieczyła nowy, południowy szlak blisko wybrzeży Omanu. W chwili, gdy zaczęło z niego korzystać coraz więcej statków Irańczycy zaatakowali w miniony wtorek dronami trzy z nich: katarski gazowiec oraz dwa tankowce – saudyjski i liberyjski. W odpowiedzi Amerykanie wysłali rakiety na irańskie cele. Irańska odpowiedź w postaci ataków na amerykańskie bazy w regionie była do przewidzenia.
Czytaj więcej
Izrael przekazał USA informacje wywiadowcze, które mają wskazywać na nowy irański plan zabicia prezydenta Donalda Trumpa - poinformował dziennik „W...
Trump kończy rozejm, ale nie rezygnuje z rozmów z Iranem
Mimo początkowych gróźb pod adresem Iranu prezydent Trump napisał w sobotę na swym portalu Truth Social, że zgadza się na dalsze negocjacje z Iranem, oświadczając jednocześnie: „Zawieszenie broni dobiegło końca”. Mamy więc nową sytuację, gdy rozmowy trwać będą mimo działań wojennych, w czasie których zamarł ruch w cieśninie. Teheran nie ma nic przeciwko takiemu rozwiązaniu.
— Nie ma obaw, aby z powodu wymiany ognia zerwane zostały amerykańsko–irańskie negocjacje— mówi „Rz” Efraim Inbar z prawicowego jerozolimskiego Instytutu Strategii i Bezpieczeństwa (JISS). Jego zdaniem osłabiony Iran nie chce dopuścić do nowych bombardowań i zniszczeń. Z kolei Donald Trump ma własne powody, aby negocjacje trwały w przedwyborczej kampanii w USA.
Netanjahu jedzie do Białego Domu. Co chce ugrać u Trumpa
W takiej chwili Netanjahu pojawi się w poniedziałek w Białym Domu. Kilka dni wcześniej izraelski minister obrony Israel Katz zapewniał, że podległa mu armia jest gotowa do uderzenia na Iran „z jeszcze większą siłą”. Wznowienie pełnoskalowej wojny byłoby zapewne po myśli Izraela, co wielokrotnie dawał do zrozumienia Netanjahu.
Czytaj więcej
Donald Trump ogłosił, że wydał rozkaz, aby siły zbrojne USA były gotowe do przeprowadzenia ataków na Iran w sytuacji, gdyby irańskie władze podjęły...
Jak wynika z badań jerozolimskiego Uniwersytetu Hebrajskiego oraz Agam Institute nieco ponad cztery piąte (82,9 proc.) obywateli Izraela jest zdania, że w wyniku ostatniej wojny ucierpiało bezpieczeństwo państwa żydowskiego, a niemal połowa (48,2 proc.) jest przekonana, że konieczne są dalsze ataki na libański Hezbollah, nie wyłączając Bejrutu. Przed kontynuowaniem wojny w Libanie ostrzegał w ostrych słowach Donald Trump w obawie, że zniweczy to negocjacje z Iranem. Już w pierwszym punkcie amerykańsko–irańskiego memorandum mowa jest o zakończeniu walk w Libanie. Niezwykle ważnym przyczółkiem irańskiego reżimu jest szyicki Hezbollah zagrażający bezpośrednio państwu żydowskiemu.
W obecnej sytuacji jednak, gdy Trump nie wyklucza dalszych negocjacji z Iranem, mimo wzajemnych ataków zbrojnych, Izrael dochodzi do wniosku, że ma wolną rękę w Libanie. Tym bardziej, że zawarł niedawno porozumienie z rządem libańskim, który pragnie ograniczyć wpływy Hezbollahu w kraju. Będzie na ten temat zapewne rozmowa w Biały Domu, jednak dla Netanjahu ważniejsza jest inna sprawa. — Chodzi mu o zaprezentowanie, że mimo wcześniejszych nieporozumień z Trumpem relacje są nadal bliskie i cała sprawa nie jest niczym innym niż kłótnia w rodzinie, jak to wcześniej nazwał sam Netanjahu — mówi „Rz” Peter Lintl, analityk berlińskiego think tanku Wissenschaft und Politik. Jego zdaniem Netanjahu nie ma najmniejszego zamiaru namawiać Trumpa do wznowienia wojny z Iranem ani też udowadniać, że będzie krótka, jak to całkowicie błędnie przedstawiał Trumpowi poprzednio. Teraz chodzi jedynie o wizerunek przed wyborami do Knesetu. Ma w nich małe szanse na sukces. W sumie jednak Netanjahu zrozumiał, kto w układzie z Trumpem jest kucharzem, a kto kelnerem.