Dwa państwa na wschodniej flance NATO miały ostrzegać Sojusz, że Rosja szykuje potencjalne „prowokacje” w państwach bałtyckich lub w Polsce, aby przetestować spójność NATO. 

Zagrożenie takie dostrzegają też źródła na Zachodzie, na które powołuje się brytyjski dziennik. 

Łotewski wywiad: Rosja nie otworzy drugiego frontu, ale chce wysłać ostrzeżenie

Na początku tygodnia łotewski wywiad sygnalizował, że są przesłanki wskazujące, iż Rosja szykuje prowokacje militarne wymierzone w państwa bałtyckie lub Polskę. Planowane działania mają znajdować się poniżej progu regularnych działań zbrojnych. 

Podobne ostrzeżenie pojawiło się w ubiegłym tygodniu. Wówczas źródła wskazywały, że pojawiają się informacje wywiadowcze wskazujące, iż Władimir Putin „planuje coś przeciwko państwom bałtyckim”. 

Czytaj więcej

40-dniowa operacja Ukrainy. Zełenski nie ujawnia szczegółów planu, który ma zakończyć wojnę

Rosja może planować przetestowanie, jakiego wsparcia udzieliłyby USA jednemu z niewielkich członków NATO na flance wschodniej – Estonii, Łotwie i Litwie – podejmując próbę zagrania va banque w sytuacji, gdy rosyjska ofensywa utknęła na Ukrainie – twierdzą źródła, na które powołuje się „The Guardian”. 

Łotewski wywiad podkreśla, że Rosja nie jest zdolna do otworzenia drugiego frontu, ale ma rozważać „ataki hybrydowe, z użyciem rakiet, dronów i inne działania mające wysłać sygnał: przestańcie wspierać Ukrainę lub będziecie mieć własne problemy”. 

Chociaż ostrzeżenia z tego i ubiegłego tygodnia wydają się zbieżne, to brakuje w nich szczegółów dotyczących tego, jakie konkretne działania i jakimi siłami mogłaby podjąć Rosja. 

We wrześniu 2025 roku nad Polską pojawiły się już rosyjskie drony

Keir Giles, ekspert ds. Rosji z think tanku Chatham House w rozmowie z „The Guardian” mówił, że Moskwa będzie starać się „odwrócić obecny trend, poprzez horyzontalną eskalację (rozszerzenie konfliktu na inne kraje – red.) lub podjąć jakieś działania gdzie indziej (poza Ukrainą)”. – Nie powinniśmy oczekiwać, że Rosja biernie przegra – dodał. 

Rosyjskie drony i rakiety nad terytorium Ukrainy i Polski, mapa z nocy z 9 na 10 września

Rosyjskie drony i rakiety nad terytorium Ukrainy i Polski, mapa z nocy z 9 na 10 września

Foto: PAP

„The Guardian” zwraca uwagę, że dowodem obecnej słabości Rosji jest wyłączenie przez Białoruś przekaźników wykorzystywanych do naprowadzania rosyjskich dronów, po tym, jak Ukraina zagroziła, że jeśli Białorusini tego nie zrobią, wówczas zniszczą je Ukraińcy. 

Brytyjski dziennik przypomina, że Rosja dokonała już poważnej prowokacji przeciw Polsce – w nocy z 9 na 10 września ok. 20 rosyjskich dronów-wabików wleciało w polską przestrzeń powietrzną w czasie nocnego ataku Rosji na Ukrainę. NATO poderwało wówczas myśliwce i strącało niektóre z dronów. 

Rosja dopuszczała się także innych aktów sabotażu – to Rosjanie mieli stać m.in. za podpaleniem hali Marywilska 44 w Warszawie czy sabotażem na kolei w rejonie miejscowości Mika. 

Jedno z zachodnich źródeł wojskowych przyznaje, że Rosja może zareagować gwałtownie, jeśli Putin poczuje się pod presją w sytuacji, gdy wojna przeniesie się nad Moskwę czy Petersburg, które są coraz częściej atakowane przez ukraińskie drony. – Nie będę kłamał, to niebezpieczny okres – mówi rozmówca „The Guardian”.

Obawy dotyczące możliwej rosyjskiej eskalacji pojawiały się już w przeszłości – np. jesienią 2022 roku po nagłej kontrofensywie ukraińskiej, która pozwoliła na wyzwolenie okupowanej części obwodu charkowskiego. Wówczas Zachód obawiał się, że Rosja użyje broni atomowej.