Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego dotychczasowy model rozwoju polskiej gospodarki się wyczerpał i co grozi jej w perspektywie najbliższych lat.
  • Z jakimi strukturalnymi wyzwaniami, od kosztów energii po rynek pracy, musi zmierzyć się nasza konkurencyjność.
  • Czemu to inwestycje, a nie konsumpcja, staną się kluczowym silnikiem wzrostu w nadchodzącej dekadzie.
  • Jaką rolę w zatrzymaniu innowacyjnych firm w kraju może odegrać rozwój rynku kapitałowego.

Czy po danych z polskiej gospodarki za pierwsze półrocze broni się teza o jej dużej odporności, czy to tylko fasada?

Dane z polskiej gospodarki, szczególnie na tle międzynarodowym, pokazują jej siłę i odporność. Pomimo ostatnich szoków geopolitycznych, również giełda radzi sobie dobrze, a złoty jest stabilny. W sprzedaży detalicznej widać przyspieszenie choćby w przypadku dóbr trwałych, po stronie budownictwa efekty wydatkowania środków z KPO. Wynik PKB w drugim kwartale może być nawet lepszy niż w pierwszym [3,5 proc. r/r – red.].

W najbliższej przyszłości czeka nas prawdopodobnie solidne tempo wzrostu, choć czynników niepewności jest sporo.

Czytaj więcej

Przeciętne wynagrodzenie w Polsce spadło o kilkaset złotych. GUS podał nowe dane

A w ujęciu długoterminowym?

Widzę przede wszystkim bardzo dużą zbieżność prognoz ekonomistów. Wszyscy mówimy jednym głosem: czeka nas dosyć stabilny, ale hamujący wzrost w najbliższych latach, inflacja będzie w ryzach, rynek pracy będzie zrównoważony, a stopa bezrobocia bliska historycznie najniższych poziomów.

Jednak w dłuższym horyzoncie obawiam się pułapki średniego wzrostu. Cały czas marzy nam się konwergencja do wyżej rozwiniętych europejskich gospodarek, ale część czynników może temu nie sprzyjać.

Zmienia się struktura gospodarki, zmienia się sytuacja demograficzna. Gdy patrzę na ryzyka geopolityczne, rozwój technologii i kierunek zmian świata, to według mnie bez dużego zwrotu w stronę inwestycji i przejścia do gospodarki kapitału i produktywności, trudno będzie mówić o stabilnym rozwoju, a wręcz możemy zacząć odstawać. Pod względem wzrostu wartości dodanej w ostatnich latach przeganialiśmy Niemcy, kraje regionu, średnią unijną. Jednak w ogóle się to nie przekłada na wartość inwestycji.

Z czym mamy problem?

Mamy duży problem z podażą pracy, ale też ogromny z kosztami energii. Jest ona znacznie droższa niż średnia unijna i to będzie ciążyć naszej konkurencyjności. Jeśli chodzi o infrastrukturę, to o ile sieć drogowa już jest całkiem dobrze doposażona, to w transformacji kolejowej jesteśmy bardzo z tyłu. 80 proc. naszych linii kolejowych jest w ogóle niekonkurencyjnych pod względem prędkości. Jak popatrzymy ile wydajemy na badania i rozwój czy jak wykorzystujemy analizę danych, to też jesteśmy poniżej średniej Unii.

Nasz model wzrostu się wyczerpał i trudno będzie dłużej konkurować międzynarodowo. Zmiana miksu energetycznego, technologie, automatyzacja – to nie są tylko slogany ESG, to must-have, żeby Europa i inne kraje nam nie uciekały.

Jeśli chodzi o inwestycje strategiczne państwa, to one się dzieją. W firmach mamy jednak do czynienia z pewnym dryfem. Przedsiębiorstwa skupiają się na walce o koszty, inwestując raczej punktowo, by poprawiać produktywność. Nie widzę jednak na razie boomu długoterminowych inwestycji w produktywność, żeby zbudować awans technologiczny.

Może potrzeba trochę cierpliwości?

Liczę, że to się będzie działo. Oczekuję w najbliższym czasie większych konsolidacji biznesu, bo nasza struktura rynku – składająca się w większości małych i średnich firm – nie jest optymalna chociażby pod kątem kosztowym. Przy wysokich kosztach m.in. energii oraz przy takim rynku, a także coraz większej konkurencji ze strony firm zagranicznych, w tym azjatyckich, wzrost nakładów w awans technologiczny wydaje się nieunikniony. Widzę też wyzwania związane z ekspansją międzynarodową krajowych firm i bez inwestycji w kompetencje, w kapitał ludzki, zapewne się nie obejdzie.

Mamy bardzo dużo obszarów na poziomie gospodarki, gdzie rozwój inwestycji będzie kluczowy. Tak jak konsumpcja była paliwem zeszłej dekady, tak według mnie teraz takim silnikiem będą inwestycje i to naprawdę na wielu poziomach. Szykuje się nam transformacja na wielką skalę. Projekcje są jednoznaczne: bez zrywu tempo wzrostu polskiej gospodarki wyhamuje z dzisiejszych około 3,5 proc. w kierunku 2-2,5 proc. w perspektywie około pięciu lat. Więc to jest dla mnie niezmiernie ciekawy aspekt, patrząc na bieżące wyzwania.

Czytaj więcej

PMI dla polskiego przemysłu lepszy od prognoz. Wyraźne odbicie

Transformacja energetyczna trwa, nasz miks już jest zdecydowanie inny niż kilka lat temu. Kolej to też jeden z priorytetów wydatków infrastrukturalnych. Rynek kapitałowy rośnie w swoim tempie. Moje pytanie sprowadza się do tego: czy wygrywa inercja, czy po prostu musimy dać czas zachodzącym procesom?

To wszystko się rzeczywiście dzieje, natomiast nie wiem, czy adekwatnie szybko. Boom trwa, w szczególności jeśli chodzi o duże, strategiczne inwestycje infrastrukturalne. Mamy dużo nowych środków z KPO czy SAFE na transformację energetyczną, transportową, obronną itd. To jest jednak tylko jeden aspekt, i to niezmiernie długoterminowy. Przykładowo: budowa elektrowni jądrowych, zmiana miksu energetycznego – to są lata i dziesięciolecia. Przy takiej strukturze, wzrost stopy inwestycji w Polsce będzie bardzo powolnym procesem. Pytanie więc, czy nie powinniśmy próbować przekierowywać gospodarki w szybszym tempie.

Umówmy się też: efekty dzisiejszych inwestycji w energetykę będziemy mieć dopiero za jakieś 10-15 lat. Na razie będziemy działać w środowisku wysokich kosztów energii i pracy i coś musimy robić, żeby jednak konwergencja postępowała. Uważam, że musimy myśleć bardziej strategicznie, nie tylko w kontekście inwestycji infrastrukturalnych, ale całościowo: także tych prywatnych i kapitałowych.

Tutaj sprawy nie dzieją się tak szybko jak powinny?

Nie mam przekonania, że wystarczająco dużo robimy m.in. w kwestii budowania pozytywnego klimatu dla inwestycji w przedsiębiorstwach prywatnych. Barier jest sporo, m.in. ze strony legislacji, ale też wielkości rynku i dostępności różnych form finansowania. Mamy też sporo wyzwań związanych z rozwojem rynku kapitałowego, a to z kolei zazębia się z sytuacją gospodarstw domowych. To zresztą niesamowite, że w ostatnich około 15 latach doświadczyliśmy wzrostu dochodu rozporządzalnego o ponad 60 proc., przy około 15 proc. średnio w Unii, a nadal ulubionym miejscem trzymania oszczędności Polaków są lokaty, nieruchomości i gotówka. Tymczasem w UE istotny udział stanowią też inwestycje na rynku kapitałowym.

Jestem jednak przekonana, że miliardy złotych na depozytach bankowych ostatecznie zaczną szukać bardziej efektywnych miejsc. Mamy też zupełnie inną sytuację niż choćby dekadę temu, jeśli chodzi o tworzenie rozwiązań inwestycyjnych i dywersyfikacji portfela, również międzynarodowo. Jednocześnie uważam, że można robić więcej, jeśli chodzi o budowę świadomości Polaków w ramach programów emerytalnych i budowania majątku osobistego. Zbyt wolny rozwój krajowego rynku kapitałowego może być jedną z przyczyn potencjalnej pułapki średniego wzrostu naszej gospodarki w kolejnych latach.

To z kolei łączy się z sytuacją firm, bo nie da się promować rynku kapitałowego bez debiutów giełdowych, bez rozwoju venture capital czy private equity. To kluczowe przy innowacyjnych projektach technologicznych. Takie powstają w Polsce, ale mamy ogromny problem, żeby je zatrzymać w kraju czy nawet na rynku europejskim. W pewnym momencie przy skalowaniu swojej działalności po prostu uciekają na większe rynki, m.in. do USA. Również możliwości inwestycyjne są dziś takie, że kapitał inwestycyjny może łatwo wyciekać za granicę. Bez istotnego wsparcia państwa i budowania całej sieci rodzimego rynku kapitałowego – bo mowa nie tylko o GPW, ale też o finansowaniu pozagiełdowym – zatrzymanie tego procesu będzie trudne.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Ekonomiści chcą wielkiej reformy VAT. Mniej stawek i wyjątków

Pro

Mówimy o kapitale prywatnym, ale chciałbym też zapytać o finanse publiczne. Mamy deficyty rzędu 7 proc. PKB rocznie, a konkurencja o pieniądze publiczne robi się coraz większa: finansujemy obronność, transformację energetyczną, mamy coraz większe wydatki w relacji do PKB na zdrowie czy obsługę długu. Jak utrzymać wiarygodność przed rynkami, pewną kotwicę fiskalną?

Wciąż pod względem długu do PKB nie wyglądamy na tle UE źle, natomiast rzeczywiście w ostatnich latach mamy historycznie wysokie deficyty. Jednocześnie patrząc z perspektywy ocen instytucji międzynarodowych, agencji ratingowych i rynku finansowego, nasza wiarygodność na razie jest wysoka. To widać m.in. po stabilności złotego i notowań długu czy zainteresowaniu polskim rynkiem kapitałowym. Większość obrotów na polskiej giełdzie generuje zagranica. Bronimy się też tym, że mamy jeden z najsilniejszych wzrostów gospodarczych w Unii Europejskiej.

Należy się jednak zastanowić, co dalej. Przed nami rok wyborczy, który zwykle jest bardzo trudny do tego, żeby ciąć deficyty.

Pod koniec sierpnia poznamy projekt budżetu na przyszły rok.

Z jednej strony rząd będzie pod presją procedury nadmiernego deficytu, a z drugiej: już pojawiają się propozycje podniesienia progu podatkowego czy kwoty wolnej. A wielu dużych wydatków, w tym m.in. na obronność, raczej nie obniżymy. W dalszej perspektywie widać potencjał do strukturalnych reform obniżających koszty funkcjonowania państwa, m.in. w służbie zdrowia czy edukacji. Presję w obu przypadkach będzie dodatkowo wywierała sytuacja demograficzna, która wymusi prawdopodobnie centralizację tych usług wokół stabilnych demograficznie ośrodków. Jeśli to się nie wydarzy, koszty państwa będą rosły.

Skoro nie mamy perspektyw aby szybko obniżać deficyt, to co dalej z tym zrobić?

Patrzę na to z perspektywy tego, czy mamy finansowanie potrzeb pożyczkowych, albo ryzyka jego braku. Krajowy sektor bankowy pozostaje jednym z głównych źródeł finansowania długu. To tworzy stabilny filar, jednak tak silna zależność między kondycją banków a państwem może też niepokoić. Warto by się zastanowić, czy nie powinniśmy dywersyfikować źródeł finansowania jeszcze bardziej, m.in. aktywizować inwestorów zagranicznych, ale też kapitał indywidualny. I tu wracamy do rynku kapitałowego i do tego, ile środków leży na niskooprocentowanych depozytach. A przecież obligacje Skarbu Państwa są zwykle nawet bardziej atrakcyjne.

Co do ocen agencji ratingowych: 21 sierpnia decyzję ws. naszego ratingu podejmie Fitch, od którego od blisko roku mamy negatywną perspektywę. Spodziewa się pani obniżki ratingu czy nie?

Od poprzedniego przeglądu w lutym nic dramatycznego się nie wydarzyło. Agencje zwracają uwagę na poziom deficytu, ale jednocześnie wzrost gospodarczy pozostaje bardzo solidny, a inflację mamy w ryzach pomimo perturbacji związanych z wojną w Iranie. Nie możemy wykluczyć, że sytuacja się zmieni, ale jeśli tak, to globalnie, a nie tylko w Polsce. Na razie ze scenariuszy bazowych – wyważających wszystkie ryzyka – nie wynikają według mnie podstawy do zmian ratingów, aczkolwiek oczywiście nigdy nie można być do końca pewnym decyzji agencji.