Maksym L. był w grupie 14 Ukraińców i dwóch Białorusinów, których zatrzymano w Polsce w 2023 roku w związku z zarzutami o współpracę z rosyjskim wywiadem. Mężczyzna opowiada, że otrzymywał zadania od prowadzącego go Rosjanina, Andrzeja, którego nigdy nie spotkał osobiście — obaj kontaktowali się za pośrednictwem serwisu Telegram.
24-latek z Ukrainy współpracował w Polsce z Rosjanami. „Ukraina nigdy nic dla mnie nie zrobiła”
Ukrainiec opowiada, że wyjechał do Polski „uciekając przed bezrobociem i biedą”. O pieniądzach za współpracę z Rosjanami mówił, że były „łatwe”. - Bardzo potrzebowałem tych pieniędzy — podkreśla.
Czytaj więcej
Trzech sabotażystów działających na zlecenie rosyjskich służb, którym sąd w grudniu uchylił areszt, unika odbycia kary więzienia – ustaliła „Rzeczp...
Andrzej najpierw zapłacił Maksymowi L. 7 dolarów (ok. 30 złotych) w cyfrowej walucie za namalowanie antywojennego graffiti.
Maksym L. przyznaje, że nie czuł się zobowiązany do obrony Ukrainy przed Rosjanami, gdy rozpoczęła się inwazja Rosji na jego państwo. - Ten kraj nigdy nic dla mnie nie zrobił. Nie wierzę, że tylko dlatego, że urodziłeś się w określonym kraju sprawia, że musisz iść za niego na wojnę. Nie zrozumcie mnie źle: nie jestem prorosyjski, nie jestem proukraiński, nie jestem za nikim - stwierdza.
Maksym L. zorientował się, że współpracuje z rosyjskim wywiadem, gdy został poproszony o umieszczenie kamer w pobliżu bazy, w której szkolili się w Polsce ukraińscy żołnierze
Od graffiti do inwigilowania bazy, w której szkolili się ukraińscy żołnierze
Z czasem Maksym L. zaczął otrzymywać od prowadzącego go Rosjanina poważniejsze zadania — miał np. rozmieszczać kamery monitoringu wzdłuż torów w pobliżu Medyki, miasta na granicy, przez które przechodzi pomoc wojskowa i humanitarna dla Ukrainy. - Nie sądziłem, że może to wyrządzić komuś jakąś krzywdę. Wydawało się bez znaczenia — mówi CNN.
Andrzej poprosił go następnie, aby podpalił ogrodzenie otaczające siedzibę ukraińskiej firmy transportowej w Białej Podlaskiej. Maksym L. twierdzi, że tego zadania nie wykonał - jedynie sfingował podpalenie ogrodzenia wykonując zdjęcia ogrodzenia, na którym umieścił kawałki węgla, które sugerowały, że doszło do podpalenia.
Maksym L. zorientował się, że współpracuje z rosyjskim wywiadem, gdy został poproszony o umieszczenie kamer w pobliżu bazy, w której szkolili się w Polsce ukraińscy żołnierze. - Wtedy wiedziałem, że to może stać się poważne. Nie czułem się z tym dobrze. Wtedy zdecydowałem, że chcę odejść. Ale nie dostałem szansy. Aresztowano mnie następnego dnia — mówił.