"Moja kolej przytulać tatę". Na Ukrainie protest krewnych żołnierzy najdłużej służących na froncie

Wielu żołnierzy walczy od ponad 20 miesięcy. Ich żony i dzieci domagają się od władz, by zmobilizowali tych, którzy jeszcze nie byli na wojnie.

Publikacja: 13.11.2023 15:20

"Moja kolej przytulać tatę". Na Ukrainie protest krewnych żołnierzy najdłużej służących na froncie

Foto: AFP

„Matki potrzebują żywych synów. Dzieci potrzebują żywych rodziców, a kobiety żywych mężów” – plakat z takim napisem trzymała jedna z kobiet, które zebrały się w niedzielę w Kijowie na Majdanie Niepodległości. Niektóre miały zaklejone usta, niektóre przyszły wraz z czekającymi na ojców dziećmi.

- Moja 8-letnia córka zadaje pytanie: Mamo, a dlaczego mój tata jest od 20 miesięcy na wojnie, a tatowie moich koleżanek są w domu? Kiedy tata może powrócić? Co mogę jej powiedzieć? - powiedziała w rozmowie z ukraińskim portalem hromadske.ua Inna. Do centrum Kijowa przyszła wraz z córką, która trzymała karton z napisem: „moja kolej przytulać tatę”. Uczestnicy akcji domagali się, by żołnierze, którzy walczą od ponad 18 miesięcy mogli na własne życzenie powrócić do swoich domów. Kobiety zbierały podpisy w tej sprawie, które następnie mają trafić do prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.

"Dlaczego tatowie moich koleżanek są w domu?"

Wesprzeć krewnych żołnierzy zmobilizowanych na początku wojny przyszedł były wojskowy, znany nad Dnieprem pod pseudonimem „Grizli”. W czerwcu na wojnie stracił obie nogi, ale na froncie pozostał jego brat. - Daliśmy sporo czasu, by przygotowali się inni – mówił w lokalnych mediach i domagał się wskazania konkretnych terminów demobilizacji walczących od ponad półtorej roku żołnierzy.

Czytaj więcej

Jedni Ukraińcy walczą, drudzy płacą za ucieczkę 10 tysięcy dolarów

Nie była to akcja wyłącznie kijowska. Podobne manifestacje krewnych odbyły się w Dnieprze, Chmielnickim, Tarnopolu, Lwowie, Czerniowcach i innych miejscowościach Ukrainy.

- Tłumaczą, że jeżeli odejdą, to zmniejszy się nasza zdolność do obrony. Głupota. Mówią o tym, że nie mają ich kim zastąpić. To zacznijcie to robić. Niech władze zaczną tworzyć rezerwy. By w wojskowych komendach uzupełnień, systemie „Szlach” (system „droga” poprzez który mężczyzna otrzymuje prawo opuścić Ukrainę jeżeli jest np. wielodzietnym ojcem – red.) oraz wojskowych komisjach lekarskich przestali brać łapówki od mężczyzn podlegających służbie wojskowej. Wtedy będą mieli kim zastąpić – mówiła protestująca w Dnieprze Alina, cytowana przez lokalny portal 056.ua. Podobne akcje obywały się też w różnych miastach Ukrainy pod koniec października.

Mężczyźni nadal unikają służby płacąc łapówki

W sierpniu prezydent Zełenski z powodu korupcji zwolnił wszystkich kierowników wojskowych obwodowych komend uzupełnień. Problem jednak nie zniknął. Kilka dni temu Państwowe Biuro Śledcze wraz ze Służbą Bezpieczeństwa Ukrainy rozbiło grupę przestępczą, w działalność której zaangażowani byli pracownicy dziewięciu wojskowych komend uzupełnień w Kijowie i okolicy. Za fałszywe dokumenty stwierdzające nieprzydatność do służby wojskowej i dające możliwość wyjazdu za granicę mężczyźni płacili 6-10 tys. dolarów.

Czytaj więcej

Ukrainę ocaliła armia? Nie tylko. Raport RCB, OSW i PISM wskazuje wnioski dla Polski

- Do dzisiaj nie ma elektronicznej ewidencji osób podlegających służbie wojskowej. Z powodu wojny ogromna liczba ludzi przeprowadziła się do innych regionów Ukrainy i nie zawsze rejestruje się w nowym miejscu zamieszkania, trudno ich znaleźć – mówi „Rzeczpospolitej” Ołeksij Melnyk, ekspert wojskowy z kijowskiego Centrum Razumkowa. - Władze będą musieli reagować na głosy krewnych żołnierzy, którzy potrzebują odpoczynku, potrzebna jest rotacja. Tu chodzi o kwestie zdolności obronnych. Z drugiej zaś strony, wycofując np. batalion ludzi, trzeba go będzie kimś zastąpić. Mimo, że ponosimy kilkakrotnie mniejsze straty niż Rosja, to nadal tracimy kilkaset ludzi dziennie. Chodzi o poległych i rannych – dodaje. Jak twierdzi, problem z mobilizacją jest nagłaśniany nad Dnieprem już od dłuższego czasu. - W Kijowie, mimo obowiązującej w nocy godziny policyjnej, działają restauracje i bawią się tam młodzi, zdrowi mężczyźni. Ukraińskie media o tym piszą i krewni walczących na froncie to widzą – mówi kijowski ekspert.

Oficjalnie ukraińska armia nie zdradza ilu obecnie żołnierzy walczy z rosyjskim najeźdźcą. Były rzecznik ukraińskich sił zbrojnych pułkownik Władisław Sielezniow w rozmowie z ukraińską stacją TSN powiedział ostatnio, że w szeregach ukraińskiej armii obecnie znajduje się aż 1,3 mln ludzi. Przypominał, że po wybuchu wojny z Rosją w Donbasie w 2014 roku mobilizowani żołnierze mogli powrócić do domu po 12., maksymalnie po 18 miesiącach służby i byli zastępowani przez kolejnych zmobilizowanych. Odkąd 24 lutego 2022 roku Rosja najechała Ukrainę, na terenie całego kraju obowiązuje stan wojenny, który ostatnio został przedłużony do 14 lutego 2024 roku.

Czytaj więcej

Saperzy z Ukrainy otrzymają specjalnie przeszkolone psy

1,3 mln ludzi pod bronią

- Dzisiaj nie ma mechanizmu, na podstawie którego zmobilizowani na początku ubiegłego roku wojskowi mogliby zwolnić się z armii. Ile mają przebywać w szeregach sił zbrojnych? Do ostatecznego zwycięstwa czy do swoje śmierci? Chodzi o niesprawiedliwość, która wywołuje oburzenie – mówi Sielezniow. - To stwarza poważny problem w ukraińskim środowisku wojskowym. (…) Nasi zachodni partnerzy wysyłają żołnierzy do stref działań wojennych maksymalnie na 30-45 dni. A później wycofują ich na zaplecze, by mogli odpocząć. Podczas obecnej wojny rosyjsko-ukraińskiej często zdarzają się sytuacje, gdy wojskowi przez kilka miesięcy nie mają możliwości wyjazdu, by odpocząć. To poważny problem, bo emocjonalne i fizyczne wypalenie się nie sprzyja wykonaniu zadań – dodaje.

„Matki potrzebują żywych synów. Dzieci potrzebują żywych rodziców, a kobiety żywych mężów” – plakat z takim napisem trzymała jedna z kobiet, które zebrały się w niedzielę w Kijowie na Majdanie Niepodległości. Niektóre miały zaklejone usta, niektóre przyszły wraz z czekającymi na ojców dziećmi.

- Moja 8-letnia córka zadaje pytanie: Mamo, a dlaczego mój tata jest od 20 miesięcy na wojnie, a tatowie moich koleżanek są w domu? Kiedy tata może powrócić? Co mogę jej powiedzieć? - powiedziała w rozmowie z ukraińskim portalem hromadske.ua Inna. Do centrum Kijowa przyszła wraz z córką, która trzymała karton z napisem: „moja kolej przytulać tatę”. Uczestnicy akcji domagali się, by żołnierze, którzy walczą od ponad 18 miesięcy mogli na własne życzenie powrócić do swoich domów. Kobiety zbierały podpisy w tej sprawie, które następnie mają trafić do prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.

Pozostało 84% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Konflikty zbrojne
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 878
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Konflikty zbrojne
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 877
Konflikty zbrojne
Viktor Orbán zapowiada dalsze "misje pokojowe". Nie zamierza się nikomu opowiadać
Konflikty zbrojne
Myśliwce F-16 szybciej trafią na Ukrainę. Zełenski dziękuje Tuskowi
Konflikty zbrojne
Atak na Tel Awiw. Dron ominął izraelską obronę przeciwlotniczą