- Przy ukąszeniu komary są w stanie zainfekować odbywających służbę wojskową groźnymi infekcjami, na przykład malarią – wyjaśniał na specjalnym briefingu w Moskwie.
Kiriłłow jest dowódcą rosyjskich wojsk obrony radiologicznej, chemicznej i biologicznej. Na briefingu dokładnie wyjaśniał, jak Ukraińcy będą dostarczali komary do stanowisk wojsk rosyjskich przy pomocy specjalnych dronów.
Czytaj więcej
Dwa drony spadły w pobliżu jednostki wojskowej w obwodzie moskiewskim - informacje takie przekazuje gubernator obwodu, Andriej Worobiow. To kolejny...
Generał twierdził, że za wszystkim stoi Waszyngton, który przekazał już Kijowowi patent na odpowiednie drony, a obecnie USA pozostało tylko „opracowywanie możliwych scenariuszy na terytoriach innych państw”. Ale dokładnie rok temu generał Kiriłłow przekonywał, że w ramach „programu P-268” odbywał się ruch w drugą stronę: Ukraińcy hodowali komary u siebie, a potem przesyłali do USA.
Nie wyjaśnił jednak – ani obecnie, ani poprzednio – jak wynalazcy zamierzają unikać „friendly fire”, czyli pogryzienia własnych wojsk przez własne komary.
Nie zważając na jawnie nonsensowny charakter oskarżeń przedstawiciele Kremla już od początku wojny co i rusz występują z oświadczeniami, w których zarzucają Ukraińcom przygotowania do użycia różnych, egzotycznych broni.
Czytaj więcej
Władimir Putin, prezydent Rosji zapowiedział, że Rosja będzie "nadal rozwijać wojska triady nuklearnej" (wojska uzbrojone w broń atomową składające...
Największą furorę jeszcze wiosną i latem ubiegłego roku zrobiły „gołębie bojowe”, które zdaniem Rosjan miały roznosić zarazki chorób wśród rosyjskich żołnierzy. Dowodem na szykowanie takiej broni miały być obserwacje migracji ptaków, które Ukraińcy (wraz z międzynarodowymi organizacjami ekologicznymi) prowadzili na terenie swego kraju.
Gdy internauci na całym świecie przerobili już te „gołębie bojowe” na nieskończoną ilość prześmiewczych memów internetowych, z identycznymi oskarżeniami pod adresem Kijowa wystąpił … rosyjski przedstawiciel w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Wasyl Niebenzia zrobił to na posiedzeniu tego gremium w październiku ubiegłego roku.
Czytaj więcej
Andrij Jermak, szef kancelarii prezydenta Ukrainy, Wołodymyra Zełenskiego pisze na swoim kanale w serwisie Telegram, że populacja delfinów żyjących...
Zgłosił nawet projekt rezolucji potępiającej tworzenie przez Ukrainę „wojskowych biolaboratoriów”, która została odrzucona miażdżącą większością głosów.
Uparty Niebenzia przekonywał, że rosyjskie wojska już znalazły w obwodzie chersońskim (który wtedy okupowały prawie w całości) trzy drony z „30-litrowymi pojemnikami, które można wykorzystać do przenoszenia bioagentów”.
– Do wszystkich rodzajów naszych dyskusji powinniśmy dodać kolejny: dyskusję o niczym – powiedział o rosyjskich zarzutach przedstawiciel Albanii w ONZ, ambasador Farit Hoxha.
Gdy jednak Rosjanin zaczął mówić o gołębiach specjalnie hodowanych do roznoszenia zarazków chorób groźnych tylko dla Słowian (oraz trenowaniu w tym celu nietoperzy), część dyplomatów zaczęła się śmiać.
Mimo to już w kwietniu obecnego roku deputowana rosyjskiego parlamentu Irina Jarowaja oskarżyła Waszyngton o stworzenie na całym świecie sieci 400 „biolaboratoriów, przejawiających aktywność w sferze biobezpieczeństwa”.
- (Do nich) pocztą dyplomatyczną (Amerykanie) dostarczają, tam następują modyfikacje, zwiększenie agresywności – tłumaczyła nieco niezrozumiale Jarowaja. Nie ma ona nic wspólnego z biologią czy chemią, z wykształcenia jest prawniczką, ukończyła zaoczne studia na tym kierunku w Pietropawłowsku Kamczackim.
A teraz jeszcze znów wystąpił generał Kiriłłow opowiadając o bojowych komarach. „A dlaczego nie pszczoły?” – dopytywali się w internecie Ukraińcy.