Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 283

Od października Rosjanie dokonywali nalotów na ukraińską infrastrukturę co półtora-dwa tygodnie. Ostatniego dużego uderzenia dokonali 15 listopada. Wtedy na skutek tego ataku zginęło dwóch Polaków w Przewodowie na granicy z Ukrainą, a sąsiedni kraj po raz pierwszy ogłosi blackout, czyli całkowity brak dostaw energii elektrycznej.

Obecnie nikt nie wątpi, że nastąpi kolejne bombardowanie. Eksperci zastanawiają się jednak, kiedy do niego dojdzie oraz na ile jeszcze nalotów starczy Rosji pocisków.

Czytaj więcej

Rosyjskie dowództwo ukrywa przyczyny śmierci żołnierzy. „Zasnął i się nie obudził”

- Rosja wykorzystuje już rakiety wyprodukowane w tym roku, w sierpniu. To świadczy o tym, że przynajmniej niektóre rodzaje rakiet trafiają na wyrzutnie wprost z taśm fabrycznych. Na ile ich wystarczy zależy od mocy produkcyjnych. Zdolności ich przemysłu znacznie spadły w porównaniu z okresem przedwojennym. Ale niestety, dzięki obchodzeniu gospodarczych sankcji Rosja jest jeszcze w stanie je produkować – tłumaczy przedstawiciel ukraińskiego wywiadu wojskowego Wadim Skibickij.

Chodzi przede wszystkim o tzw. pociski manewrujące, w tym odpowiednik amerykańskiego Tomahawk, rosyjski Kalibr. Rosja nie jest w stanie produkować swoich bez zachodniej elektroniki. Częściowo uzupełnia te braki przemytem. Drobniejszy sprzęt wojskowy wwożony jest poprzez Dubaj, w tym na przykład amerykańskie celowniki noktowizyjne. Możliwe więc, że i części do systemów naprowadzania rakiet tak trafiają do Rosji.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Z Putinem można rozmawiać

Możliwe też, że Moskwę wspiera dyskretnie potężny przemysł elektroniczny Chin. Ale to zależy od ewentualnej decyzji politycznej tamtejszych przywódców, przede wszystkim Xi Jinpinga. Nic nie wiadomo, by podjął on taką o wspieraniu rosyjskiej armii.

Częściowo rosyjska armia próbuje uzupełniać braki wymontowując elektronikę ze sprzętów gospodarstwa domowego, głównie ukradzionych na Ukrainie. Ponadto nieznana pozostaje wielkość zaopatrzenia z zewnątrz: z Iranu (drony Szahid, zwane przez Rosjan Gerani, ale i podobno rakiety balistyczne krótkiego zasięgu) oraz Korei Północnej (głównie amunicja artyleryjska, ale i podobno jakieś rakiety).

Według szacunków ukraińskiego ministerstwa obrony Rosja zużyła już ponad połowę swoich zasobów pocisków manewrujących. Zostało jej podobno tylko 13 proc. Iskanderów, 37 proc. Kalibrów, ale i prawie ¾ z przedwojennej ilości Oniksów (w zasadzie przeznaczonych do atakowania celów nawodnych, ale już w Syrii Rosjanie ostrzeliwali nim cele naziemne).

Pociski kierowane – przede wszystkim Kalibry – są najgroźniejsze dla ukraińskiej obrony przeciwlotniczej, bo najtrudniejsze do zestrzelenia.

Od września zachodni politycy, eksperci, przedstawiciele wywiadów twierdzą, że Kremlowi wyczerpują się zapasy pocisków kierowanych. „Konsekwencja w tych wypowiedziach wskazuje, że musi coś być na rzeczy”- stwierdził jeden z analityków niezależnej, holenderskiej grupy badawczej Oryx. Nikt jednak nie widział żadnych dowodów na poparcie tych twierdzeń.

- Właśnie z powodu braków pocisków kierowanych o dużej precyzji, Rosja zmieniła swą taktykę, atakując infrastrukturę cywilną a nie bazy wojskowe – rzecznik ukraińskiego lotnictwa Juryj Ihnat wskazuje na dowody pośrednie.

Część analityków uważa, że Rosja jest w stanie wyprodukować 120 takich pocisków w ciągu roku, inni jednak uważają, że nawet w ciągu miesiąca. Zdaje się, że obie grupy popełniają błąd spowodowany nieścisłością. Ukraiński wywiad uważa bowiem, że 120 rakiet Rosjanie wyprodukowali od początku wojny. Ale chodzi konkretnie o Kalibry, nie wiadomo ile innych opuściło fabryki.

Z danych dostępnych z wojny w Syrii (za lata 2015-19) wynika, że wtedy rosyjska armia potrzebowała około miesiąca na uzupełnienie swoich zasobów pocisków kierowanych.

Kijów sądzi, że braki pocisków gorszej jakości (np. wystrzeliwanych z samolotów Ch-101, Ch-55 itp.) uzupełniane są na bieżąco. To by źle świadczyło o przestrzeganiu sankcji nałożonych na Rosję.

Rosjanom zostało dużo rakiet niezbyt precyzyjnych, za to o dużych głowicach bojowych, w tym S-300. Służą one co prawda do zwalczania celów powietrznych (stąd duża siła rażenia), ale od początku wojny wystrzeliwane są na cele naziemne. Z różnym skutkiem – mają niezbyt dużą celność. Ale za to w arsenałach pozostało ich podobno ponad 80 proc. z przedwojennej ilości.

Przy ich pomocy ostrzeliwany jest bez przerwy Charków, w którym Rosjanie zniszczyli wszystkie źródła prądu (elektrociepłownie, linie przesyłowe wysokiego napięcia, małe elektrownie wodne etc.). Wszelkiego rodzaju pociski rakietowe o mniejszym zasięgu są codziennie używane do ostrzeliwania rejonów i miast przyfrontowych, np. Dniepru, Zaporoża, Krzywego Rogu czy Nikopola. Wyzwolony Chersoń jest mściwie atakowany przez Rosjan z różnego rodzaju „katiusz”, czyli wyrzutni rakiet niekierowanych. Nie sposób je dokładnie wycelować, przy ich użyciu chodzi o ostrzelanie pewnego rejonu, a nie trafienie konkretnego celu.

Nawet jednak w kręgach kwatery głównej NATO (zwykle bardzo ostrożnej w ocenach) dominuje pogląd, że Moskwie kończą się zapasy i dlatego zmuszona jest sięgać po coraz starsze, gorsze i mniej celne rakiety. Część wojskowych mówi o zdolności rosyjskiej armii do oddania jeszcze 3-4 salw po całej Ukrainie, inni szacują jej możliwości na 5-8. W obu wypadkach oznacza to jednak ciężką zimę dla Ukraińców. Nawet przy skuteczności ich obrony przeciwlotniczej sięgającej 65-75 proc. ciosy w infrastrukturę są bardzo dotkliwe.

Obecnie część rosyjskich okrętów wojennych zdolnych do wystrzeliwania rakiet Kalibr wypłynęła na Morze Czarne. Na lotniskach zaś bombowców strategicznych w mieście Engels (naprzeciw Saratowa, na drugim brzegu Wołgi) odnotowano zwiększoną aktywność. Większość rosyjskich rakiet odpalanych jest w kierunku Ukrainy właśnie z bombowców strategicznych Tu-95, stacjonujących tam.