Walki na granicach Armenii z Azerbejdżanem wybuchły 13 września. Obecnie, zdaniem premiera, sytuacja na granicy nadal pozostaje napięta.

Szef rządu Armenii stwierdził, że obywatele kraju sugerują, iż władze powinny wprowadzić stan wojenny, aby wszyscy obywatele mogli zostać zaangażowani w obronę granic.

Czytaj więcej

Armenia i Azerbejdżan zawarły rozejm

- Omawialiśmy tę kwestię na Radzie Bezpieczeństwa i uważamy, że chętni mogą zaciągnąć się na ochotnika, aby to zrobić powinny udać się do komend uzupełnień - podkreślił premier.

- Będziemy nadal podejmować wszystkie możliwe kroki, aby doprowadzić do pokoju w regionie - dodał.

Paszynian oświadczył, że Armenia ma terytorium o powierzchni 29,8 tys. km2 i "nawet milimetr nie może być tematem żadnych dyskusji".

Nasza pozycja jest jednoznaczna - Siły Zbrojne Azerbejdżanu najechały terytorium Armenii i muszą opuścić nasze suwerenne terytorium

Nikol Paszynian, premier Armenii

Jednocześnie premier Armenii poinformował, że w walkach od 13 września poległo 135 ormiańskich żołnierzy. Tymczasem w czwartek Azerbejdżan informował o 71 ofiarach po swojej stronie.

- Nasza pozycja jest jednoznaczna - Siły Zbrojne Azerbejdżanu najechały terytorium Armenii i muszą opuścić nasze suwerenne terytorium - oświadczył Paszynian.

Premier Armenii rozmawiał w piątek telefonicznie o sytuacji na granicy z Azerbejdżanem z prezydentem Rosji, Władimirem Putinem.

To, co Erywań określa mianem próbą wtargnięcia Azerbejdżanu na swoje terytorium, Azerbejdżan nazywa ochroną przed zagrożeniem swojego terytorium wobec "prowokacji Armenii".