Bratczuk mówił o tym w rozmowie z ukraińskim Radiem NV.
- Mieszkańcy Naddniestrza uważają, że Rosja, jak zwykle, wykorzysta ich w charakterze mięsa armatniego, nikt nie chce zostać zmielonym mięsem... Więc po kilku prowokacjach, w tym ostrzelaniu Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwa, wielu mieszkańców Naddniestrza wyjechało z tego terytorium na Ukrainę lub do Mołdawii - powiedział Bratczuk.
Czytaj więcej
Sąd w Moskwie aresztował, in absentia, dwóch oficerów sił zbrojnych Ukrainy, którzy są oskarżeni o ludobójstwo i korzystanie z zakazanych sposobów...
Rzecznik władz obwodu odeskiego stwierdził też, że nieudana mobilizacja sprawiła, iż "cele rosyjskich mocodawców" władz Naddniestrza nie zostały osiągnięte.
Przed kilkoma tygodniami brytyjski "Times" pisał, że w Moskwie zapadła decyzja, by rozszerzyć konflikt na Ukrainie na Mołdawię właśnie poprzez Naddniestrze, na terenie którego stacjonują rosyjscy żołnierze, którzy przebywają tam w charakterze sił pokojowych.
Pytany o przenikanie sabotażystów z Naddniestrza na terytorium obwodu odeskiego, rzecznik władz obwodowych stwierdził, że siły obrony obwodu dokładnie monitorują sytuację w całym obwodzie i na jego pograniczu.
Nie będzie drugiego frontu
- Podczas pierwszych prób zdestabilizowania sytuacji w regionie, pewna grupa osób została zatrzymana przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy i siły obronne. O niektórych aresztowaniach informowano publicznie, inne będą ogłaszane później. Nie o wszystkim informuje się od razu, dla dobra śledztwa - powiedział Bratczuk.
Opisując sytuację w rejonie Naddniestrza Bratczuk stwierdził, że "dopóki region ten będzie kontrolowany przez Moskwę określone napięcia będą mieć miejsce". - I to jest zrozumiałe. Ale nie będzie drugiego frontu - zaznaczył.