Rosyjscy żołnierze mieli wtargnąć do domu Iryny Abramow, podpalić go i zabrać jej męża przed dom.

Gdy ojciec Iryna, Włodymir, który mieszka w domu obok, przybiegł do domu córki gasić pożar, zaczął wzywać na pomoc męża kobiety. Odpowiedzieli mu rosyjscy żołnieze. - Ołeh już wam nie pomoże - krzyknęli.

Mąż Iryny, 40-letni spawacz, został zastrzelony strzałem z bliskiej odległości tuż przed swoim domem.

Czytaj więcej

BBC: Analiza zdjęć satelitarnych z Buczy przeczy twierdzeniom Rosjan

- Nie był żołnierzem. Nigdy nie trzymał broni. Był pokojowym człowiekiem - stwierdziła Iryna.

- Zabrali go przed dom w bieliźnie, kazali mu zdjąć koszulkę, klęknąć na ziemi, a potem go zabili - mówi w rozmowie z BBC kobieta.

Nie był żołnierzem. Nigdy nie trzymał broni

Iryna Abramow, mieszkanka Buczy

Kiedy Iryna wybiegła przed dom i znalazła ciało męża, czterech żołnierzy, którzy wyciągnęli go z domu, dalej stało przed jej domem. Żołnierze pili wodę tak, jakby nic się nie stało - relacjonowała Iryna.

Kobieta zaczęła krzyczeć, aby ją też zabili. Jeden podniósł broń, opuścił ją, znowu podniósł i znowu opuścił, dopóki ojciec nie wciągnął córki do domu.