Z nieoficjalnych doniesień wynikało, że zaatakowane miało zostać międzynarodowe lotnisko we Lwowie. Na zdjęciach publikowanych w internecie widać słup dymu unoszący się nad lotniskiem. Jednak mer Lwowa, Andrij Sadowy, na swoim profilu w serwisie Telegram poinformował, że trafiony został budynek znajdujący się w bezpośrednim sąsiedztwie lotniska. Jak dodał "z pewnością" to nie lotnisko zostało trafione.

Sadowy doprecyzował potem, że trafione zostały obiekty zakładu naprawy samolotów. Nie ma informacji o ofiarach ataku. Mer podkreślił, że na zakłady spadło "kilka rakiet". Dodał jednak, że w zaatakowanym obiekcie od pewnego czasu nie były prowadzone żadne prace.

Rakiety manewrujące w kierunku Lwowa miały zostać wystrzelone przez samoloty znad Morza Czarnego. W sumie Rosjanie mieli wystrzelić sześć rakiet, dwie zostały strącone przez obronę przeciwlotniczą.

O tym, że na Lwów miała spaść co najmniej jedna rosyjska rakieta pisał nad ranem doradca szefa MSW Ukrainy, Wadim Denisenko. Denisenko pisał o pożarze na przedmieściach Lwowa. 

Czytaj więcej

Armia Ukrainy: Rosja znalazła ok. 1000 ochotników na Bliskim Wschodzie

Dotychczas Lwów nie był obiektem ataków z powietrza ze strony Rosjan.

W ubiegłą niedzielę Rosjanie zaatakowali jednak poligon wojskowy w Jaworowie, który znajduje się zaledwie ok. 20 km od granicy z Polską. Wcześniej Rosjanie nie atakowali celów znajdujących się tak blisko polskiej granicy.

Zaatakowane miało zostać międzynarodowe lotnisko we Lwowie

We Lwowie znajduje się obecnie wielu uchodźców ze wschodniej Ukrainy. Wielu Ukraińców uciekających przed wojną przez Lwów przedostaje się do Polski.