Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko po raz kolejny zaproponował wysłanie swoich żołnierzy w ramach misji pokojowej na wschód Ukrainy. Według niego udział w niej mogłoby wziąć nawet 10 tys. białoruskich wojskowych.

– Mówiłem prezydentom Poroszence i Putinowi, by nie liczyli na to, że będę po którejś ze stron. Będę wyłącznie wykonywał to, co pomiędzy wami, prezydentami, zostanie uzgodnione. Jeżeli postanowicie, by stanąć pomiędzy (chodzi o linię frontu w Donbasie – red.), będę stał. Jeżeli trzeba będzie stać na granicy (niekontrolowanym przez Kijów odcinku ukraińsko-rosyjskiej granicy – red.), postawimy ich na granicy – oświadczył Łukaszenko.

Wysłanie żołnierzy do Donbasu proponował kilka dni temu szef białoruskiej dyplomacji Uładzimir Makiej. Mówił o tym również szef tamtejszego resortu obrony. Problem polega na tym, że Białoruś nie byłaby w stanie wysłać tak dużej liczby przygotowanych żołnierzy do Donbasu.

– Białoruskie siły zbrojne liczą około 45 tys. wojskowych, z czego większość to żołnierze poborowi. Według prawa za granice kraju mogą wyjeżdżać wyłącznie żołnierze zawodowi. Gdyby w takiej misji uczestniczyły jednostki specjalne armii, MSW i KGB do Donbasu, mogłoby pojechać najwyżej 4 tys. żołnierzy – mówi „Rzeczpospolitej" Aleksandr Alesin, znany białoruski analityk wojskowy. – W ten sposób Łukaszenko chce wzmocnić swoje pozycje nie tylko wewnątrz kraju, ale również w regionie – dodaje.

Wiele wskazuje na to, że rządzący od prawie ćwierćwiecza białoruski przywódca nieprzypadkowo poruszył temat misji pokojowej w Donbasie tuż po zakończeniu monachijskiej konferencji bezpieczeństwa.

To tam minister obrony Szwecji Peter Hultqvist oświadczył, że władze w Sztokholmie są gotowe do udziału w rozwiązaniu konfliktu na Ukrainie. W Monachium chęć udziału w misji pokojowej ONZ w Donbasie wyraził również prezydent Finlandii Sauli Niinistö. W odróżnieniu od Białorusi, która z Rosją jest powiązana sojuszem militarnym, kraje te nie należą do żadnych układów wojskowych. Miejsce w takiej misji znalazłoby się dla żołnierzy z wielu krajów.

W ubiegłym tygodniu analityk ONZ Richard Gowan z Uniwersytetu Columbia opublikował raport, z którego wynika, że misja pokojowa będzie skuteczna, jeżeli do Donbasu uda się co najmniej 20 tys. żołnierzy. Ale muszą uzyskać mandat Rady Bezpieczeństwa ONZ, a bez zgody Rosji to nie będzie możliwe.

– Wszystko wskazuje na to, że jeżeli do wysłania misji do Donbasu w ogóle dojdzie, udział w niej Białorusi będzie warunkiem koniecznym Rosji. Putin nie zgodzi się, by wysłano tam wyłącznie żołnierzy państw, na które nie ma wpływu. Ze wszystkich przywódców państw byłego ZSRR Łukaszence ufa najbardziej – mówi Alesin.

W Moskwie zaś twierdzą, że jest za wcześnie, by mówić o uczestnikach misji. – Rosja nie pogodzi się z utratą kontroli nad ukraińsko-rosyjską granicą, dopóki nie zostaną wykonane wszystkie pozostałe postulaty „porozumień mińskich". Kijów uważa zupełnie inaczej – mówi „Rzeczpospolitej" Fiodor Łukjanow, przewodniczący wpływowej moskiewskiej Rady ds. Polityki Zagranicznej i Obronnej. – Teoretycznie białoruscy żołnierze mogliby stanąć na granicy – przyznaje.

Autopromocja
LOGISTYKA.RP.PL

Branża, która napędza polską gospodarkę

CZYTAJ WIĘCEJ

Ukraińskie władze na razie nie zabierają głosu w sprawie ewentualnych uczestników międzynarodowej misji pokojowej w Donbasie. Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko wielokrotnie spotykał się z Łukaszenką, a w lipcu ubiegłego roku nawet stwierdził, że ukraińsko-białoruskie relacje „opierają się na partnerstwie i zaufaniu".

– Władze w Mińsku mówią jedno, a robią zupełnie coś innego. W 2014 r. podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ Białoruś zagłosowała przeciw rezolucji potępiającej aneksję Krymu – mówi „Rzeczpospolitej" Wołodymyr Ohryzko, były szef ukraińskiego MSZ.

Jak twierdzi, do porozumienia w sprawie misji ONZ w Donbasie jest bardzo daleko.