Do jednego lefebrystycznego worka publicysta wrzuca wszystkich, których nie lubi. Co gorsza, owe szwarccharaktery ośmielają się publicznie pisać i mówić o Kościele. Szostkiewicz rwie szaty, ubolewając, że siła „środowisk umiarkowanych" w Kościele jest minimalna wobec takich gigantów medialnych jak Dariusz Karłowicz, Grzegorz Górny czy Paweł Milcarek.
A co z „Tygodnikiem Powszechnym", „Więzią", „Znakiem", rubryką „Arka Noego" w „Gazecie Wyborczej" czy kanałem TV Religia? Co z felietonami Szymona Hołowni w „Newsweeku"? Owszem są, ale giną w natłoku kryptolefebrystów.