Potwierdza się to, o czym „Rzeczpospolita” pisała jako pierwsza – wszystko wskazuje na to, że Przemysław Kral podjął współpracę z prokuraturą, starając się o status tzw. małego świadka koronnego. Fakt, iż Kral swoimi pełnomocnikami uczynił Romana Giertycha i Jacka Dubois każe podejrzewać, że wkrótce poznamy szczegóły przepływów finansowych powiązanych z Zondacrypto, a szczegóły te bolesne będą przede wszystkim dla prawej strony sceny politycznej.
O czym może opowiedzieć prokuraturze Przemysław Kral, prezes Zondacrypto
Już dziś wiemy bowiem, że pieniądze z Zondacrypto płynęły w prawą stronę – finansowały konferencję CPAC, na której Karol Nawrocki uzyskał wsparcie przed wyborami prezydenckimi, trafiały do fundacji Zbigniewa Ziobry i fundacji Przemysława Wiplera. Nie należy się oszukiwać, że Kral – starający się o złagodzenie kary, o którą będzie wnioskować prokuratura podlegająca ministrowi Waldemarowi Żurkowi – takich transferów nie tylko nie będzie ukrywać, ale być może ujawni jakieś kolejne przepływy.
Niewątpliwie „przy okazji” opinii publicznej zwróci się też uwagę na przepływy pieniędzy do TV Republika, medialnego zaplecza PiS. A kto wie, może nawet prokuratura zażąda m.in. od tej ostatniej zwrotu owych pieniędzy, jeśli w toku sprawy okaże się, że pochodziły one z przestępstwa (Kral ma być oskarżony o oszustwo ogromnych rozmiarów). Tym samym uwaga wszystkich zostanie zwrócona na PiS w sposób, o jakim Jarosław Kaczyński i Przemysław Czarnek raczej nie marzyli.
Czytaj więcej
Zegarek Patek Philippe wart 40 tysięcy euro miał podarować prezesowi PKOl Radosławowi Piesiewiczowi szef Zondacrypto Przemysław Kral - wynika z ust...
Afera Zondacrypto. PiS, zamiast dyskontować wpadki rządu Donalda Tuska, musi walczyć o pierwsze miejsce na prawicy
Cała sprawa jest bolesna dla Prawa i Sprawiedliwości, ponieważ o ile Konfederacja może przekonywać swoich młodych wyborców, iż jej związki z branżą kryptowalut służyły poszerzaniu przestrzeni wolności cenionej przez dużą część tego elektoratu wyżej niż bezpieczeństwo (w tym bezpieczeństwo transakcji finansowych), o tyle twardy elektorat PiS raczej oszczędności w kryptowalutach nie lokuje, więc może być skonsternowany tym, że jego polityczni idole wchodzili w dziwne związki z giełdą, której założyciel zaginął w tajemniczych okolicznościach, a ona sama obraca aktywami poza wszelką kontrolą, a na koniec gasi światło i zostawia tysiące inwestorów na lodzie.
Mało tego – historia zegarka dla Piesiewicza pokazuje, że owe związki mogły służyć, o zgrozo, nie dobru najjaśniejszej Rzeczpospolitej, lecz usatysfakcjonowaniu prywatnego nadgarstka prezesa PKOl. A może nie tylko jego? Tym samym próby nie wytrzymuje nawet narracja o PiS, który „kradł, ale chociaż się dzielił”, bo nie ma żadnych dowodów, by Piesiewicz podzielił się z kimś zegarkiem Patek Philippe. A za chwilę być może dowiemy się o kolejnych, którzy się nie dzielili.
W efekcie PiS zamiast dyskontować wpadki rządu Donalda Tuska, takie jak słynny raport Barbary Mróz-Gorgoń i szykować się już do obsadzania resortów w rządzie sformowanym po wyborach w 2027 roku jest coraz bliżej sytuacji, w której zamiast walczyć z KO o pierwsze miejsce w wyborach będzie zmuszony do walki z Konfederacją o to, by zająć pierwsze miejsce wśród partii prawicowych. Bo choć rząd Tuska zużywa się bardzo szybko, to PiS – jak się okazuje – jest w stanie równolegle zużywać się w ławach opozycji.
A gdzie dwóch traci, tam ktoś musi zyskać. Tym kimś są zaś prawicowe alternatywy dla partii Jarosława Kaczyńskiego. Sondaż United Surveys dla Wirtualnej Polski pokazuje, że w elektoracie opozycji Przemysław Czarnek jako kandydat na premiera przegrywa nie tylko z Mateuszem Morawieckim, nie tylko z Krzysztofem Bosakiem, ale i z Grzegorzem Braunem. Coraz wyraźniej widać, że PiS coraz częściej przestaje być dla prawicowego wyborcy główną alternatywą dla obecnej koalicji rządzącej. Powrót afery Zondacrypto i zeznania Przemysława Krala mogą jeszcze bardziej umocnić ten trend.