Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego prokuratura podważa wersję służb specjalnych o miejscu pobytu Marcina Romanowskiego.
  • Jakie nieścisłości zawiera wniosek o list żelazny, od adresu nadawcy po datę jego wysyłki.
  • Na czym polega możliwa strategia procesowa ściganego i dlaczego kluczowe jest w niej Naddniestrze.
  • Jaką rolę w weryfikacji dowodów odgrywają służby i dlaczego ich działania są niestandardowe.

Poszukiwania Marcina Romanowskiego i wszystko, co wokół nich się dzieje budzą coraz więcej wątpliwości. Prokuratura Krajowa uważa, że pobyt w Naddniestrzu to blef poszukiwanego. Tymczasem premier Donald Tusk, powołując się na ustalenia służb (a więc materiały operacyjne i niejawne), mówi, że Marcin Romanowski przebywa tam na 99 proc. Dlaczego komunikaty są niespójne?

Nowa wiedza o liście. Gdzie tak naprawdę przebywa Marcin Romanowski

Prokuratura Krajowa oficjalnie poinformowała, że jest przeciwna przyznaniu Marcinowi Romanowskiemu listu żelaznego. „Brak jest jakichkolwiek podstaw do uwzględnienia wniosku” – napisała w swoim stanowisku, jakie 18 sierpnia wpłynęło do Sądu Okręgowego w Warszawie.

Czytaj więcej

Pusty plac jako miejsce pobytu Romanowskiego w Tyraspolu. Co jeszcze nie zgadza się w sprawie ściganego posła?

„Rzeczpospolita” dowiedziała, jakie argumenty się za tym kryją. Są to:

  • dwutygodniowa zwłoka w nadaniu listu;
  • wysłanie go z innej miejscowości niż deklarowane miejsce pobytu;
  • negatywne odpowiedzi miejscowych służb z granic: Mołdawii, Rumunii i Ukrainy.

Polska prokuratura ma oficjalne odpowiedzi służb granicznych wymienionych krajów mówiące o tym, że osoba o imieniu i nazwisku Marcin Romanowski nie przekraczała ich granic. Łączy się z tym informacja, że zbiegły polityk deklaruje posiadanie paszportu na inną tożsamość, dzięki któremu porusza się swobodnie po UE. Taki obrót spraw w ocenie prokuratury „osłabia deklarowaną przez niego chęć uczestniczenia w czynnościach procesowych oraz obietnicę nieoddalania się z miejsca deklarowanego pobytu”. Prokuratura w swoim stanowisku podkreśla także liczne wypowiedzi Marcina Romanowskiego mówiące o tym, że nie stawi się przed organami ścigania w kraju.

W liście Marcina Romanowskiego w sprawie listu żelaznego nic się nie zgadza

Wniosek Marcina Romanowskiego o wydanie listu żelaznego ma datę 12 lipca, jednak wysłany został niemal dwa tygodnie później – 25 lipca. Co więcej jego autor zadeklarował jako miejsce swojego pobytu Tyraspol, przy ul. Schevchenko 17 – jest to ścisłe centrum miasta. Problem w tym, że, jak już pisaliśmy, to pusty plac, tzw. ślepy adres. Numeracja na tym odcinku ulicy przeskakuje bezpośrednio z numeru 15 (klinika okulistyczna) na numer 21 (Centrum Handlowe „Mińsk”). Pomiędzy nimi znajduje się ogrodzony, niezabudowany teren lub zaplecze techniczne sąsiednich obiektów, któremu nigdy nie przypisano samodzielnego adresu. 

Jest i druga wątpliwość. Pieczęć na kopercie świadczy o tym, że list został nadany 25 lipca, i wcale nie z Tyraspola, ale z miejscowości o nazwie Bendery – również leżącej w Mołdawii. Bendery od Tyraspola dzieli 12-15 km, zależnie od wybranej trasy. Samochodem przejazd zajmuje w granicach 20–30 minut. Odległość jest więc niewielka, a obie miejscowości leżą w Naddniestrzu. 

Według prokuratury, z całą pewnością Marcin Romanowski nie przebywa tam, gdzie to zadeklarował. Z ustaleń „łowców cieni” CBŚP, czyli policjantów z Wydziału Operacji Pościgowych wynika, że w ogóle nie wjechał na teren Mołdawii w ciągu ostatnich kilku lat. Również sąsiadujące z Mołdawią Rumunia i Ukraina nie potwierdziły, by „odbił” się na granicy. Co więcej, władze Mołdawii, ze względu na fakt, iż nie kontrolują rejonu Naddniestrza, nie są w stanie zweryfikować informacji, czy ten podejrzany rzeczywiście tam przebywa. Dla osoby ukrywającej się wskazanie separatystycznego Naddniestrza jest więc niezwykle bezpieczne – praktycznie nie można tej informacji potwierdzić.

Dlaczego więc Prokuratura Krajowa jest przekonana, że podejrzanego tam nie ma? Potwierdzenie takiej opcji mogłoby pociągnąć kolejny krok: uchylenie Europejskiego Nakazu Aresztowania, bo skoro Marcin Romanowski przebywa poza krajami UE, to ENA nie ma racji bytu. Czy o to gra zbiegły poseł? – Dzięki temu w ciągu dwóch dni mógłby legalnie znaleźć się w każdym dowolnym zakątku świata – wskazuje nam osoba znająca kulisy sprawy.

Pytań jest więcej. Skoro służby nie potwierdziły Naddniestrza jako jego miejsca pobytu, to z czego wynika kategoryczne stwierdzenie premiera Donalda Tuska, który wskazał, że Marcin Romanowski jest tam „na 99 proc.”? Tych dowodów domaga się mec. Bartosz Lewandowski, obrońca posła – byłego wiceministra sprawiedliwości (Romanowski był zastępcą Zbigniewa Ziobry), który chce, by sąd przesłuchał premiera, a także funkcjonariuszy ABW i AW.

Służby potwierdziły, że wniosek o list żelazny napisał Marcin Romanowski. Ale nieformalnie

Sprawa Marcina Romanowskiego i staranie o list żelazny są zadziwiające. Formalnie nikt nie potwierdza, że to on jest autorem wniosku o list żelazny, jaki wpłynął do Sądu Okręgowego w Warszawie, formalnie nikt ze służb nie wystąpił także do sądu o oryginał listu i koperty, w jakiej go przysłano, i oficjalnie nikt nie badał jego autentyczności. 

Według informacji „Rzeczpospolitej” – działające w sposób operacyjny służby – choć tą wiedzą nie muszą się podzielić – dokonały weryfikacji, że list ma pochodzić od Marcina Romanowskiego. Jak pisaliśmy, listem i kopertą, jakie przyszły do sądu zainteresowali się funkcjonariusze służb pod kątem możliwych, pozostawionych na nich śladów. Samo pismo – wniosek o list żelazny ma wskazywać, że został podpisany rzeczywiście przez Romanowskiego, ale też inne ślady mają sugerować, że miał on z nim kontakt. Według źródeł „Rzeczpospolitej”, działania miały być nieformalne. Dlatego oficjalnych śladów „wypożyczenia” koperty i listu w aktach nie ma. 

Na pytanie, czy policja poddała ekspertyzie list żelazny Marcina Romanowskiego, jaki trafił do warszawskiego sądu (pobrała materiał biologiczny lub w inny sposób badała list), KGP nam odpowiada, że „w sprawie prowadzonego postępowania wszelkich informacji udziela rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej”.

Postępowanie dotyczy listu żelaznego, jego gospodarzem jest sąd, i do niego wpłynął wniosek podpisany nazwiskiem Romanowskiego. Czynności w tym postępowaniu są zastrzeżone dla jurysdykcji sądu.

– To sprawa o list żelazny. Prokurator nie może więc ot tak sobie powołać biegłego do zbadania listu i koperty, w jakiej go przysłano do sądu. Nie będziemy tego robić, a co zrobią służby, to już ich rzecz – mówi nam prokurator wysokiego szczebla znający sprawę. Poza tym prokuratura nie chce dawać argumentów podejrzanemu.

Jest coś jeszcze. Według naszych rozmówców sądy czasami niechętnie wydają na zewnątrz dokumenty do badań – zdarza się więc, że biegły udaje się na miejsce, i tam są mu udostępniane w celu pobrania np. odcisków linii papilarnych czy innych śladów.

W tym przypadku, prokuratura wystąpiła z wnioskiem o kopię listu i koperty, ale również wysłała do sądu asystentkę prokuratora z upoważnieniem do wglądu „w akta postępowania Sądu Okręgowego w Warszawie dotyczącego wniosku Marcina Romanowskiego o wydanie listu żelaznego”.

Według naszych źródeł w służbach, weryfikacja listu z podpisem Romanowskiego odbyła się

List mógł być cennym tropem dla śledczych, których od miesięcy wodzi za nos Romanowski – dlaczego w tak prestiżowej sprawie, wysłano tylko asystentkę, siłą rzeczy niemającą takiego doświadczenia jak prokurator? Nie wiadomo.

List żelazny dla Marcina Romanowskiego. Prokuratura skorzysta z możliwości, które stworzył PiS?

W sprawie jest i ironiczny aspekt: poprzedni rząd PiS zmienił prawo dotyczące listu żelaznego uzależniając wydanie go od zgody prokuratora. Tę zmianę jako niekonstytucyjną oprotestowała część środowiska sędziów, bo powoduje, że decyzję o liście żelaznym faktycznie podejmuje prokurator, a nie sąd.

– Byłaby to ironia losu, gdyby sąd wyraził zgodę na list żelazny, a prokuratura, korzystając z uchwalonego za czasów PiS przepisu i wielokrotnie krytykowanego przez ówczesną opozycję, wyraziła sprzeciw – komentuje jeden z naszych rozmówców.

Jak zachowa się sąd w sprawie tak zagmatwanej jak list Marcina Romanowskiego, który konsekwentnie milczy w tej sprawie? Czy to on powoła biegłego, by zbadał pisma czy dokumenty, co do których pojawią się wątpliwości np. co do ich autorstwa?

– Moim zdaniem jest to prawnie dopuszczalne, jednak nigdy się z tym nie spotkałem. Sądy zazwyczaj poprzestają na ustaleniach służb – odpowiada nam doświadczony prokurator.

Sprawa Marcina Romanowskiego jest dla śledczych priorytetowa, również ma na tyle istotny wymiar polityczny, że głos zabiera w niej sam szef rządu. Dla PiS i samego Romanowskiego azyl w kontrolowanym przez rosyjskie służby Naddniestrzu jest wizerunkowym samobójstwem.